• Kamil Kmak

Światy równoległe. Michałów - Florynka [3/3]


"Urodził się 24 marca 1937 roku. Rodzice, Wasyl i Anastazja z Gojdyczów, byli dobrze prosperującymi gospodarzami, związanymi z cerkwią. Dziadek Jan Gojdycz, a także ojciec, Wasyl Romaniak byli cerkiewnikami. Od najmłodszych lat, jak podkreślał, interesował się historią, geografią i przyrodą Florynki. Pasąc krowy z najwyższego wzgórza – Kyczery – utrwalił sobie w pamięci każdą chyżę Florynki i jej mieszkańców. Ta pamięć okaże się pomocna po latach, kiedy będzie skrupulatnie robił statystyki i tabelki wypędzonych Łemków, a na ścianach stodoły wuja Dymitra Gojdycza, która przez lata będzie pełniła rolę wiejskiej świetlicy, namaluje z fotograficzną dokładnością pozostawione zagrody."


"- Dokładnie przyjechało nas 165 osób - pokazuje precyzyjnie wykonane tabelki. - Najstarsza miała 78 lat, a najmłodsze dziecko kilka dni, urodziło się w wagonie we Wrocławiu. Statystyki ożywają: - Dubecowie, Worhaczowie, Gojdyczowie - wymienia kolejne rodziny i pokazuje daty urodzin i śmierci. [...] Rodzinę Romaniaków wraz z dwiema innymi przydzielono do jednego domu. Dopiero wiosną następnego roku pozostałe rodziny się wyprowadziły. - Ciągnęliśmy zapałki i nam przypadło tu zostać - wspomina pan Michał. U Romaniaków pomieszkiwał ks. Stefan Biegun . Po sześciu tygodniach odnalazł swoich parafian i odprawiał tu pierwsze nabożeństwa. 6 stycznia 1948 roku pochował pierwszego wiernego. W Michałowie, w prywatnym domu otwarto jedną z pierwszych cerkwi na Dolnym Śląsku. Nikt z michałowian nie pamięta, kiedy dokładnie odprawiono pierwsze nabożeństwo. - Nie zgadza się data odnotowana w kronikach, bo pierwszą odprawiono tu weczirnię , więc to musiało być w sobotę. Pamiętam, jak ludzie okropnie płakali, a ja nie wiedziałem wtedy dlaczego - mówi pan Romaniak."


"Dziwna to była cerkiew [...] była w niej tylko ta sama, floryncka atmosfera, kiedy przyszli do niej ludzie. No i nazwa: cerkiew św. Michała, Florynczanie swoją cerkiew musieli zostawić, ale patrona wzięli ze sobą w nieznany świat i nikt im nie mógł go odebrać. Do niewielkiego pomieszczenia między mieszkaniami dwóch gospodarzy - Wani Kaniczuka i Wani Dubeca (bo to oni ofiarowali część swojej sypialni na duchowe potrzeby) zeszli się florynczanie i powiedzieli - to będzie nasza cerkiew. [...] Kto był na pierwszej mszy w tej cerkwi, jeszcze w czterdziestym siódmym, ten nigdy tego nie zapomni. Nie zapomni też pierwszych w tej wsi świąt Bożego Narodzenia. "Cerkiew" nie pomieściła nawet połowy ludzi, którzy tu zjechali na pasterkę, którą, jak każe tradycja, odprawia się w nocy. Była to nie tylko uroczystość, jak zwykle na Łemkowynie, całonocnego czuwania. Było to coś czarodziejskiego, prawie niezrozumiałego w naszych czasach, tajemniczego, jak z Sienkiewiczowskiego "Quo Vadis" przeniesione. Tylko że z katakumb pierwszych chrześcijan nie dochodził żaden szelest, nikt nie wiedział, że tam są ludzie, natomiast zza grubych murów dawnej karczmy poderwało się, wzmocnione stukrotnie przez tych, którzy stali na zewnątrz: "Hospody pomyłuj". I poniosło się w ciemną noc, rozniosło po wsi, zahaczyło o Przedmieście, Centrum i Cegielnię wielkie "Z nami Boh, rozumite jazycy". Stali tu Petro obok Wani, Grzegorz na Mikołaja spoglądał, bo nie widzieli się, odkąd Florynkę opuścili. Minęła pierwsza zima i, choć była ona niezwyczajnie lekka, dla naszych Łemków była najcięższa ze wszystkich. W jakich warunkach ją przeżywaliśmy, lepiej nie wspominać, bo o czym tu mówić, skoro w oknach zamiast szyb - deski, zamiast pieca - bądź jakie palenisko."


"Cerkiew urządzono w domu Jana i Eufrozyny Dubeców , którzy dwa duże pokoje przeznaczyli na świątynię, sami zaś z całą rodziną przenieśli się do dwóch dużo mniejszych w drugiej części domu. Tak trwało ponad czterdzieści lat, bo otrzymanie zezwolenia władz na budowę świątyni graniczyło z cudem. Dopiero w maju 1987 roku legalnie położono kamień węgielny pod budowę cerkwi w Michałowie. [...] W Michałowie założono chóry, pielęgnowano stare formy. - Pamiętam, jak w czasie świąt chodziliśmy z kolegami po kolędzie - wspomina Jan Dziadyk. Powoli rozwijało się życie kulturalne. Pionierem i inicjatorem okazał się Michał Romaniak. Poświęcił tej działalności znaczną część życia. Po ukończeniu liceum otrzymał posadę nauczyciela i mieszkanie dwadzieścia siedem kilometrów od Michałowa, ale wolał codziennie dojeżdżać, niż osiąść tam na stałe. [...] W pięćdziesiątą rocznicę Akcji Wisła Michał Romaniak policzył dawnych mieszkańców Florynki, ich dzieci i wnuków. We wsi zostało 87 osób, a wyjechało 159. Po 1947 roku w Michałowie urodziło się 53 chłopców i 64 dziewczynki, a odeszło ponad sto osób."


Teksty: Anna Rydzanycz, "Przegląd prawosławny", 4/2005, 9/2016; Seman Madzelan "Smak doli", 1986.

Wysiedlenia z Łemkowyny nie czyniły wyjątków dla kobiet w zaawansowanej ciąży. Wzmiankowanym przez Michała Romaniaka pierwszym dzieckiem urodzonym na obczyźnie, "na czużyni", w wagonie podczas postoju we Wrocławiu w lipcu 1947 roku - w czasie trwania przesiedleń akcji "Wisła", było dziecko innej rodziny Łuczkowców z Florynki - Paweł, syna Jana i Róży.


Fotografia Piotra Basałygi z lutego 2022 roku przedstawia mural Arkadiusza Andrejkowa we Florynce k. Grybowa, który powstał w maju 2021 r. w dawnym gospodarstwie Romaniaków, dzięki uprzejmości obecnych właścicieli - rodziny Steców, staraniem stowarzyszenia Saga Grybów. Na muralu do Florynki, w projekcie "Cichy Memoriał - Grybowska Saga", symbolicznie powrócili - Michał Romaniak z ojcem Wasylem i mamą Anastazją, wujem Mytro Gojdyczem, ciotką Anną Łuczkowiec zd. Gojdycz, wujem Janem i kuzynem Michałem Łuczkowcami.

Ostatnie posty
Archiwum