• Kamil Kmak

Światy równoległe. Michałów - Florynka [2/2]


"Po drugiej stronie rzeczki Białej stoi karczma, którą zwano „pod Obłazem". Nad Obłazem - Wasilij, gdzieście może chodzili krowy pasać i spotykaliście się tam z pastuchami z Bilcarowej. Potem przyjdziecie do Prowaliny, gdzie, jak opowiadali dziadowie, mieli swoje pieczary zbójnicy. Wyjdziecie wreszcie na Kiczorę i zaczniecie pohukiwać, a wasza dziewczyna odezwie się na Wołoszczynach. Stamtąd jak na dłoni widać Chełm, gdzie chodziliście w księżycowe noce na zabawy, gdzieście może i zgrzeszyli w szale miłości z Wawrzczanką, ale do tego nawet na spowiedzi się nie przyznacie, tylko tę swoją tajemnicę nosić będziecie w najgłębszym zakątku duszy. Tam, na zachodzie, widnieje najwyższa góra Zelarka, pod którą drzemie stara Bilcarowa. Pod Zelarką, niedaleko Boguszy, urodził się Jarosław Trochanowski (ktoś by powiedzieć mógł, że razem ze skrzypeczkami) i ledwie zaczął chodzić po tej ziemi, już go dola macochy rzuciła na obce ziemie. Ale Zelarkę zapamiętał. Śniła mu się, jak tylko trochę podrósł. Ożenił się, przyszły na świat dzieci, ale gór nie zapomniał. Nie dawały mu spokoju ani w dzień, ani w nocy. Wreszcie prasnął wszystkim, wziął rodzinę za ręce, skrzypeczki pod pachę i wrócił do gór, żeby znów im śpiewać, żeby one mu śpiewały. Dziś wprowadza Sławko swoje dzieci na scenę, żeby grały, żeby śpiewały Łemkowinie a „Łemkowyna" im i wszystkim ludziom spragnionym tego pożywienia. A między nimi brat Sławka - Petro. On urodził się już na Ziemiach Zachodnich, ale miłość do Łemkowiny ma we krwi. Jego poetycka dusza kazała mu gnać ku Niej, o Niej pisze w swych wspaniałych wierszach,

Tu, pod tą Zelarką na Szkarłatówce rosło od lat drzewo rodowe braci Horoszczaków, którzy tak świetnie śpiewają tu, w tej stodole. I na występach „Łemkowyny”. Pod Zelarką drzemie Bilcarowa ze swymi potokami, czereśniowymi i śliwkowymi sadami. A może chodziliście pomagać tamtym dziewczętom suszyć śliwy w suszarniach? Może śpiewaliście w cichą, jesienną noc ,,Jaka gwiaździsta noc...”? Może Hnatko z Woleszczakówki ze swoją „bandą" grał wam na skrzypcach i basach, aż głos szedł w górach? Na pewno byliście w tej cerkiewce świętego Dymitra, a potem rodzina zaprosiła was na odpust.

Przez Dział i Miszkową znów do Florynki i Sigołkami pod Żurawcem wyjdziecie na Zakucie. Po drodze, zaraz nad wielką, murowaną szkołą, po prawej stronie drogi biegnącej do Krynicy, miniecie murowany dom (wtedy jeszcze rzadkość na Łemkowszczyźnie). Z tego domu wyszedł znany wśród nas nauczyciel muzyki i śpiewu Michał Duda. [...]

Jak już będziecie na Zakuciu i popatrzycie na południe, to będzie się wam wydawało, że dalej nie można już iść, bo sąsiednie góry stoją tak blisko siebie, że ledwie przedziera się przez nie bystra rzeczka Mostysza. Ale wy dobrze wiecie, że jak tylko troszkę podejdziecie w chłodny cień jodłowego lasu, to traficie do Polan, gdzie zaraz przy drodze w pomalowanym na żółto domu mieszka Osip Polański. Można było u niego napić się chłodnego, z piwnicy, piwa gorlickiego i zakąsić krakowską kiełbasą. To tu, w tej na żółto pomalowanej chacie urodził się Osipowy syn, Jarosław. Urodził się pod szczęśliwą, karpacką gwiazdą. W tej chacie matka śpiewała mu łemkowskie kołysanki, a potem wyprawiała do szkoły. Na polańskich zboczach pasł Sławko krowy i śpiewał razem z górskimi ptakami. Ale najbardziej lubił patrzeć na klucze żurawi, które wiosną, kiedy przelatywały do swoich rodzinnych gniazd, śpiewały tak radośnie, tak wesoło, że aż mu się dusza radowała, a znów kiedy odlatywały jesienią, to ich kurlikanie było takie tęskne, aż serce mdlało. Nieraz żurawie pobłądziły w karpackiej, nieskończonej mgle. Wtedy Sławko swoim pięknym śpiewem naprowadzał je na właściwą drogę. Jarosław zawsze lubił bezdomne ptaki, bo ich i nasza, łemkowska dola mają podobny smak. [...]

Pomaleńku, smakując własną dolę, powrócicie koło rzeczki Mostyszy znów na Zakucie. W tym miejscu Mostysza przedziera się przez łoziny, jak młoda dziewka podskakując na kamieniach. Tam z grubych kloców natnie belek, desek, łat i popod brzegami poleci wprost na podwórze Wani Łabowskiego, gdzie namiele mąki na chleb razowy, otręb dla świni, owsa. Potem zaś pogna przez Florynkę, żeby już w Ilkowym młynie obracać jak zabawkami wielkimi kamiennymi “trzęsącymi gaciami" żarnami, ruszać sitkami i robić pytel na pierogi, zacierkę, zaczyn. Z Ilkowego młyna wyleci spieniona jak młoda klacz w pierwszy dzień wiosny, przeleci pod wierzbami i wpadnie do Białej. W tym miejscu najlepiej było łowić błyszczące pstrągi, okonie albo śliskie i zimne jak lód śledzie.

Mostysza, jak rodzona floryncka matka, myła i kąpała w baniurach swoje dzieci - Łemkczątka, kędzierzawe Cyganiątka, pejsate Żydowięta, perkate Laszęta, a wesołe, karpackie słońce malowało ich wszystkich łaskawie na jeden kolor, na jeden brąz. Wszystko wam się tu przypomni. I dobre i złe, i wojna, i spokojny czas. Przypomni się wam zabawa na łąkach koło Stezia – na Mereny, gdzie grali uściańscy Cyganie, i wesela w Bilcarowej, i odpusty na Krzyża…”

Tak "wyczarowaną" przez nauczyciela Michała Romaniaka - na wewnętrznych ścianach stodoły w Michałowie, na czużyni, czyli na obczyźnie - Florynkę - opisywał Seman Madzelan, sąsiad z Bilcarewy - Binczarowej. Góra Zelarka to w polskiej geografii widoczne z Grybowa Jaworze, którego pasmo stanowi granicę Łemkowyny od północy. W maju 2021 symbolicznie rodzina Romaniaków, pan Michał z ojcem Wasylem i mamą Anastazją zd. Gojdycz, wuj pana Michała Dymitr Gojdycz oraz rodzina ciotki Anny Łuczkowiec, powrócili do Florynki na deskalu Arkadiusz Andrejkow we wspólnym projekcie ze stowarzyszeniem Saga Grybów. Historia w pewien sposób zatoczyła koło, w tej pętli czasu wspólnie z łemkowskim prozaikami-poetami prowadzimy narrację "Grybowskiej Sagi", wciąż odkrywając nowe wątki tej tkaniny pamięci. Jako ilustrację do wspomnień pana Madzelana prezentujemy fotografię przesłaną nam przez p. Krystynę Nowak z Pensylwanii w Stanach Zjednoczonych, córkę dwojga florynczan, Grzegorza Mereny i Teodozji zd. Maksymczak. Serdecznie dziękujemy.


Lokalizacja deskalu: 49.552918,20.987386

Fragment książki - S. Madzelan, "Smak doli", wyd. Sądecka Oficyna Wydawnicza, Nowy Sącz 1986.

Ostatnie posty
Archiwum