Czertyżne: wieś, której nie ma, czyli transmutacja utopii w atopię

May 31, 2020

Witaj Czertyżne. Choć nie całkiem cię nie ma, zostałoś tylko imieniem i miejscem. Użytkiem ni to rolnym, ni to leśnym. Uroczyskiem w zagłębieniu warstwic, fragmentem zlewni, wąskim, ledwo zauważalnym klinem między wododziałami.

Zarastając, stajesz się swoją antytezą, antyczerteżą. Ani białochorwacką, ani wołoską, ani rusińską, ani ukraińską. Mikro-Atlantydą. Efemerydą zaledwie czterech wieków.

 Natura powtarza swoje tautologie, wchłania ciebie, by czerteż znów była lasem. Byłoś jednym z młodszych seł w tej części Beskidów, zasadzonym na koszarze, wyrąbanym z prastarej bukowej puszczy, na mocy przywileju biskupów krakowskich, gdy Bizancjum już od kilku pokoleń nie było drugim Rzymem.

Oddawałoś drewno na chyże, rodziłoś zboże nawet niezgorzej, karmiłoś stada owiec, zmieściłoś i cerkiew, i cmentarz, i żydowski sklep. Wydałoś na świat kilkadziesiąt pokoleń, część krwi wymieniając z innymi dolinami w Beskidzie. Główne szlaki z Korony na Węgry ciebie omijały, piechurzy i wozacy nie witali w twoje progi.

Lecz co niedzielę późną nocą w dół twojej doliny turkotały wozy, by dotrzeć o świcie na jarmark w Grybowie, w dole Białej.

Dzwonek szkoły słyszałoś krótko, zaledwie przez lat dziewięć - zanim cię wymieciono z chyż, z obór i z zagród, zanim zamilkł dzwon i śpiew w cerkwi.
Gdzie był wtedy Archanioł Michał, jej opiekun, gdy rwano gonty i deski?

W twojej topologii cmentarz, miejsce spoczynku pokoleń, znika i się pojawia. Kiedyś potraktowano cię jak dowolną nieruchomość i wystawiono na sprzedaż jak dowolną rzecz. Wtedy nikt w twoim wnętrzu nie dopatrzył się cmentarza. Te trzy trójramienne krzyże zawierają się w tobie, ale przecież mogłoby ich nie być, podobnie jak cerkwi i dwudziestu gospodarstw.
Ale cmentarz znów wyodrębniono i oto jest.
Dzieci i wnuki tych z cmentarza są na wschodzie i na zachodzie. Wielu już przed Wisłą-katastrofą popłynęło szukać lepszego szczęścia za ocean. Najpierw z biegiem Białej dotarli do Grybowa, stamtąd koleją dotarli do portów Bremy i Hamburga.

 Jeszcze inni, którzy swojego Boga czcili nie w cerkwi, a w grybowskiej bóżnicy, swoich chowali w Grybowie. Ci, którzy nie popłynęli za ocean, trafili z resztką Galicji w czarną otchłań Bełżca.
Z twoich domów i zagród pobudowano inne domy i zagrody, nic się nie zmarnowało, deski, przetarte u Zorna w Kąclowej, wróciły w dół Białej. Żelaziwo, które przywieziono od Riegera i Wallacha z Grybowa, by orać i żąć, jednakowoż wróciło w dół rzeki. 

 Chodzę po tobie i słyszę tylko błoto i zeszłoroczne suche kępy trawy pod stopami, szum wiatru w konarach drzew i plusk wody na wychodniach fliszu.

Myślę o duszach tych, którzy tu mieszkali, a w głowie szemrzą jedynie wersy poematu.

"Tu po kamieniach z pracowną Arachną
Kłóci się wietrzyk, i rwie jej przędziwo.
Tu cząbry smutne gór spalonych pachną;
Tu wiatr, obiegłszy górę ruin siwą,
Napędza nasion kwiatów — a te puchy
Chodzą i w grobie latają jak duchy.

 

Tu świerszcze polne, pomiędzy kamienie
Przed nadgrobowym pochowane słońcem,
Jakby mi chciały nakazać milczenie:
Sykają. — Strasznym jest rapsodu końcem:
Owe sykanie co się w grobach słyszy —
Jest objawieniem — jest i pieśnią ciszy.
 

 O! cichy jestem jak wy! o Atrydzi!
Których popioły śpią pod świerszczów strażą —
Ani mię teraz moja małość wstydzi,
Ani się myśli tak jak orły ważą.
Głęboko jestem pokorny i cichy
Tu, w tym grobowcu sławy, zbrodni, pychy!"


("Grób Agamemnona", J.Słowacki)

20 minut jazdy samochodem z Grybowa leży, jak podają przewodniki, wikipedia i kilka blogów, "nieistniejąca wieś" Czertyżne. W dawnym powiecie grybowskim znaleźć możemy dwa takie miejsca, drugie to pobliska Bieliczna.

 Powyższy na wpół poetycki tekst to moja impresja w formie dialogu z nieistniejącym miejscem. Osobiście dowiedziałem się wiele lat temu o Czertyżnem od mieszkanki Stawiszy, jako o miejscu, w które chadza na grzyby, które dobrze tam rodzą. Pozostało dla mnie tylko dziwną nazwą. Nie przypuszczałem, że, patrząc ze Stawiszy, za górą znajduje się "nieistniejąca wieś", tak blisko Grybowa, i nie trzeba wybierać się ani w Bieszczady, ani w Pieniny, ani za Gładyszów do Nieznajowej czy Czarnego, by znaleźć takie miejsce. Mamy "swoją" Atlantydę, "swoje" Ani, zaginiony świat, na wyciągnięcie ręki. A ręce do zniknięcia Czertyżnego przyłożyli nasi dziadkowie.

Czertyżne jako wieś istniało w latach 1589-1947. Kres Czertyżnemu jako wsi położyła Akcja "Wisła", przymusowe przesiedlenia ludności karpackich Rusinów z ich rdzennych gór na tzw. Ziemie Odzyskane. 
Słowo "czerteż" w języku osadników wołosko-ruskich oznaczało "wyrąb", odpowiada to polskim nazwom miejscowym typu "poręba". Oprócz Czertyżnego koło Izb znaleźć możemy na mapie Karpat też miejscowości Čertižné koło Medzilaborców przy granicy słowacko-polskiej oraz Certeze w rumuńskim Maramureszu. W Pieninach znajduje się wzniesienie Czertezik, w Gorcach polany o nazwach Czerteź, Czertes, Czertezyjna, w Bieszczadach potok Czerteż koło Baligrodu, las Czerteż koło Komańczy, góry Czerteże zaś rozsiane są po całym Beskidzie i Bieszczadzie jak długi i szeroki. Geoportal podaje łącznie 95 miejsc o nazwie Czerteż: gór, lasów, polan i uroczysk, od Lutowisk, po Ochotnicę.

"Piotr Myszkowski z Mirowa z Bożej Łaski Biskup Krakowski oznajmujemy niniejszym listem naszym, że my pożytek stołu naszego Biskupiego i dóbr Zamku Muszyńskiego rozszerzyć, i założenie uczynić pragnąć, Uczciwym Iwanowi Michniewiczowi i Maxymowi Tokajskiemu wieś około rzeki Czertiżna nazwanej zwyczajem wołoskim za zezwoleniem kapituły kościoła katedr. Krakow. dopuszczamy, której wsi granicy od rzeki z dawna Czertizna od góry aż do drugiego wierzchu góry Psarową od wsi Izby od wierzchu woczynek mieć będzie. Przyłączymy do wsi tej miejsce, Czeszelny Potoczek, na pasienie owiec zdawna koszar nazwane. Ta wieś, aby Czertiżna była zwana chcemy. Za sołtysów tej wsi Iwana Michniewicz i Maxyma Tokajskiego postanawiamy, trzy łany Pola z dwiema łąkami wiecznymi czasy mieć będą, i trzymać, z prawem Dania darowania Frymarczenia Przedawania zamieniania. Na czwartym łanie Xiędza Ritu Ruskiego nazwanego Pop który minister albo raczej Pop wiecznemi czasy trzymać i używać go będzie...”"

Tak brzmiał przywilej lokacyjny władz Państwa Muszyńskiego, którego dolina Czertyżnego jest wschodnim krańcem.
W jedynym bodaj szerokim naukowym opracowaniu o Czertyżem p. Grażyny Maskiewicz, znajdujemy najstarsze dane o nazwiskach mieszkańców:
"Według spisu poborowego z 1787 r. w Czertyżnem mieszkało 19 rodzin, były to rodziny o następujących nazwiskach: Drotar, Kopyściański, Kropicki, Koropczak, Kochan, Paluszko, Sycz."

W roku 1791 r. powstała drewniana cerkiew pod wezwaniem Archanioła Michała. Widzimy ją na fotografii Franciszka Strzałki z 1938 r. (profil fb "Disappeared Churches", ang. "Kościoły, które zniknęły"). Przetrwała jeszcze pięć lat po czertyżniańskich gospodarstw, rozebrano ją w 1952 r.

 

Ludność Czertyżnego składała się z greckich katolików - Łemków, około 200 osób, jednej rodziny żydowskiej i jednego Polaka żonatego z Łemkinią.
Wśród Łemków spotykamy nazwiska: Madzelan, Michniewicz, Sycz, Ropicki, Czerniański, Werba, Kochan, Bortniak, Koban, Błaszczak, Choma, Kapustiański, Koropczak, Basałyga, Kania, Dudka, Boczniewicz, Górka, Hołotniak, Nazar, Fedorczak, Dalak, Stanczaw, Peregrym.

W opracowaniach o wsi nazwisko rodziny żydowskiej podawane jest jako Huzar. Jednak skorowidze przemysłowo-handlowe z dwudziestolecia wymieniają w Czertyżnem handlarza drzewem nazwiskiem H. Hochhauser.

 
Dość krótka kwerenda w archiwach dostępnych w sieci oraz na portalach genealogicznych pozwala odnaleźć wiele informacji o tym licznym rodzie.
Czertyżniański H. Hochhauser, to urodzony w Roztoce k. Krzyżówki Hersch Mendel Hochhauser, jeden z dwanaściorga dzieci Szmula Hochhausera i Malki de domo Hochhauser. Po ojcu i po matce pochodził z rodu Hochhauserów z Łabowej. Był to znaczny ród, obdarowany licznymi przywilejami przez hrabiów Stadnickich z Nawojowej, a nazwisko to występuje w całym regionie od Nowego Targu, przez Krościenko, Krynicę, Nowy Sącz, Grybów po Tarnów.


Sześciu braci Herscha Mendla oraz jedna siostra wyemigrowali do Ameryki. Jedna z sióstr zmarła w Jerozolimie.

 

 

 


W Ameryce znalazło dom również trzech synów Herscha Mendla, urodzeni w Czertyżnem: Simon, Leopold oraz Eliasz William. Córka Chana Perla zamieszkiwała Czertyżne z mężem Uscherem Unsdorfem zwanym Bruder (często zjawisko podwójnych nazwisk). Wraz z mężem i dziećmi trafiła do getta w Grybowie w 1941 roku. Podzielili los ofiar getta w Grybowie, ginąc w piekle obozu zagłady w Bełżcu na lubelszczyźnie, gdzie trafili transportem z Nowego Sącza, 24-28 sierpnia 1942 r. Chana Perla, lat 40, jej mąż Uscher (Ozer) - lat 43, dzieci: Flora - lat 16, Gizel - lat 12, Chaim Izrael - lat 11, Arie - lat 6, Samuel Hirsch - lat 4 i najmłodsze - córka Mina, urodzona 13 listopada 1940 r. w Słotwinie k. Krynicy. W getcie mieszkali przy ul. Różanej, tylnej uliczce nieopodal kościoła, przy bóżnicy.
W grybowskim getcie nie znajdujemy drugiej córki, Lei.

Izraelickie metryki urodzeń z Grybowa pod datą  30.01.1879 podają jeszcze narodziny chłopca o nadanym imieniu Mozes Chajem, syna Izaka Reicha, propinatora w "Czirtiznej", oraz Brandel, córki Salomona i Chany małżonków Goldstein z Pierunki (Piorunki). W getcie grybowskim natomiast zarejestrowana była Chana Hoschhauser, córka Isaka i Bronisławy Goldstein, ur. w 1880 w Czertyżnem, a także rodzina tegoż samego Mosesa Chaima Reicha zw. Goldstein, syna Izaaka i Breindli, urodzonego w Czertyżnem, jego żony Sary ur. w Nowej Wsi, a także ich dzieci: Chana Beila, Aron i Rachela - rodzeni w Bereście. Dzieci zginęły w wieku 28, 19 i 16 lat.
Wszyscy ci mieszkańcy Czertyżnego znaleźli się na pomniku pamięci odsłoniętym 3 listopada 2019 roku na cmentarzu żydowskim w Grybowie, wśród 1770 innych ofiar Zagłady z Ziemi Grybowskiej.
Nieznane są okoliczności śmierci Herscha Mendla Hochhausera. Zachowały się natomiast liczne fotografie jego rodzeństwa i dzieci.

Znane są okoliczności śmierci Czertyżnego.

Za stroną IPN: "W 1947 roku ponad 140.000 osób narodowości ukraińskiej zostało wysiedlonych z południowo-wschodniej Polski na tereny tzw. Ziem Odzyskanych. Operacja ta miała pomóc rządowi polskiemu w ostatecznym rozprawieniu się z Ukraińską Armią Powstańczą, która od 1944 roku działała w województwach południowo-wschodnich. Wysiedlenie ludności pozbawiło UPA zaplecza kadrowego i żywnościowego." 

Wobec Łemków, którzy niekoniecznie poczuwali się do narodowości ukraińskiej, którzy wielokrotnie dawali dowód na lojalność Rzeczpospolitej Polskiej i Polskiemu Państwu Podziemnemu w czasie II wojny światowej, zastosowano odpowiedzialność zbiorową, a operacja komunistycznego rządu nosiła znamiona czystki etnicznej. 
Naprawienie czy zadośćuczynienie tej komunistycznej zbrodni napotyka problemy natury politycznej, z racji poszukiwania symetrii w relacjach polsko-ukraińskich, naznaczonych przez m.in. ludobójstwo wołyńskie czy niszczenie cerkwi na Chełmszczyźnie w latach 30., a zakładnikami pozostają od lat Łemkowie.
Akcję "Wisła" potępiła jedynie izba wyższa parlamentu RP oraz prezydent Lech Kaczyński, uchwała potępiająca nigdy nie przeszła przez polski sejm.

W Czertyżnem zaczęło się od zrzutu ulotek z samolotu, przekonujących o czekającym na Łemków dobrym życiu na zachodzie.
"Założenia akcji przesiedleńczej przewidywały że każda rodzina otrzyma pół wagonu towarowego do własnej dyspozycji, do którego miano załadować cały dobytek. Jednak błędnie oszacowana liczba ludności przewidzianej do wysiedlenia spowodowała, że przygotowana liczba wagonów okazała się nie wystarczająca. Wynikiem tego było zwiększenie liczby rodzin w każdym wagonie. Zabierany w drogę podstawowy sprzęt rolniczy, domowy, ilość inwentarza żywego i ziarna siewnego wpisywano przesiedleńcom do „Karty przesiedleńczej”, w której odnotowano także ilość pozostawionej ziemi ornej, łąk, pastwisk, lasu, budynków mieszkalnych i gospodarczych. Czynione odpowiednie zapisy były niezbędne do późniejszego wyznaczenia wielkości gospodarstw na ziemiach zachodnich i wysokości ekwiwalentu za pozostawione dobra materialne." (G.Maskiewicz)

Oddajmy w końcu głos mieszkańcom Czertyżnego:

Sylwester Madzelan:
" - Dzień, w którym pożegnaliśmy Czertyżne to 6.06.1947 r. Ostatnia Służba Boża przed wysiedleniem nie odbyła się, choć ludzie długo czekali na duchownego. W Czertyżnem był zwyczaj po kolei przywozić, (kto miał konia) duchownego z Banicy, (bo tam była parafia). Ostatnim, który pojechał po duchownego Hrebieniaka był mój ojciec Gregor Madzelan. Ludzie zeszli się do cerkwi, ale oni długo nie przyjeżdżali z Banicy, więc starsi powiedzieli do mnie „idź Sylwester i zobacz, co się stało, dlaczego tak długo ich nie ma”. Poszedłem pieszo do Banicy, zobaczyłem – jadą nasze konie, a na wozie pełno polskiego wojska. Ojciec zobaczył mnie i na pewno powiedział żołnierzom, kim jestem, bo zatrzymali się i powiedział do mnie „wracaj z powrotem i powiedz ludziom, aby rozeszli się, bo duchownego nie będzie”. Jak wrócił wieczorem do domu, to powiedział, że zawiózł duchownego do Śnietnicy. Widziałem wtedy jak 6-7 żołnierzy siedząc z tyłu wozu biło duchownego, który leżał na podłodze wozu. Później dowiedziałem się, że duchowny został zabrany do Jaworzna. Krótko przed wysiedleniem nad wsią przeleciał samolot rozrzucając ulotki informujące o przyszłym wysiedleniu. W trakcie wysiedlenia ludzie płakali i zabierali, co mogli zabrać na wóz. U nas został ul z pszczołami. Z chaty zabraliśmy przede wszystkim święte obrazy. Wszyscy myśleliśmy, że jedziemy na jakiś czas, że szybko wrócimy. Zostały pełne spichlerze ziarna, ziemniaków, zasiane pola."

Maria Błaszczak:
" - Byłam wtedy siedem dni po porodzie. [...] Szliśmy do Śnietnicy, tam nocowaliśmy, następnie szliśmy do Grybowa, a później do Gorlic. W Gorlicach nocowaliśmy, pamiętam, że padał straszny deszcz. W Gorlicach czekaliśmy prawie cały dzień, a pakowali nas do wagonów prawie przez pół dnia. W Oświęcimiu brali na szczepienie, został tam mój mąż Wasyl i jego brat Andrzej. Zabrali ich do Jaworzna. Siedem miesięcy ich nie było. Sama musiałam wychowywać dzieci, a gdy ich wypuścili i przyjechali do domu to sama skóra i kości. W Jaworznie strasznie byli bici. Ukrywali się po szambach żeby nie być bitym, jedli zjełczałe kaczany z kapusty. Przyjechali do Strzelec Krajeńskich (tam nas przesiedlono) na początku 1948 r., ale tam trzymano ich jeszcze przez tydzień na UB, tak że do domu wrócił . Po powrocie męża brali na UB i tam też bili. Oprócz nich do Jaworzna wzięli jeszcze Aleksandra Sycza, Józefa Czerniańskiego, Jana Czerniańskiego i Semana Kopyściańskiego."

Jan Werba:
" - Wiozłem do Grybowa drzewo, po drodze zajechałem do tartaku w Kinclowej tam dowiedziałem się że w Śnietnicy było wojsko i mają ludzi wysiedlać. Po powrocie do domu żona mnie poinformowała, że przeprowadzono spis ( ilość domowników i majątek jaki posiadali ), i będą następnego dnia wysiedlać nas. Postanowiłem zabić świnie abyśmy mieli co jeść, nie wiedzieliśmy dokąd nas będą wysiedlać i na jak długo. Do kufra spakowaliśmy żywność, do drugiego odzież, na resztę dobytku zrobiłem drewniane skrzynie. Następnego dnia przyszło wojsko, kazali się spakować. W centrum wsi była zbiórka. Konia wojsko mi wcześniej zabrało więc do wozu zaprzęgłem dwie krowy. Krowy nie mogły sobie poradzić z ciągnięciem wozu ponieważ nie umiały tego robić a do tego było straszne błoto więc sąsiad pożyczył mi swoje dwie i tak dotarłem do Śnietnicy. W domu pozostawiłem cały mój dobytek, wziąłem jedynie dwa kufry z żywnością i odzieżą. Żal było zostawiać ziemię którą uprawialiśmy z dziada pradziada. Wojsko zaprowadziło nas do Śnietnicy (gminy), tam nocowaliśmy. W Śnietnicy cofnięto z powrotem do Czertyżnego Górkę ponieważ był pracownikiem lasu. Wrócił do Czertyżnego wieczorem, wieś była wyludniona i z każdej strony dochodziły odgłosy wyjących psów zapewne zapomnianych przez wyjeżdżających w pośpiechu Czertyżnian. Namyślał się całą noc i doszedł do wniosku że jedzie tam gdzie jego sąsiedzi i krewni, nie ważne gdzie by to miało być."


Anna Choma:
" - Pamiętam z wysiedlenia że wojsko strasznie pilnowało, gdy się chciało później wziąć więcej to wojsko chciało strzelać. W trakcie wysiedlania chłopi ukryli dzwon z cerkwi w studni u Michniewicza, który był kościelnym, ale nigdy nie udało się już go odnaleźć."

 


Według relacji mieszkańcy Czertyżnego pod eskortą wojska przeszli do Śnietnicy, gdzie nocowali, następnie do Grybowa, a później do Gorlic. 

"Na podstawie przedstawionych wyżej relacji oraz dokumentów archiwalnych należy przypuszczać, że Czertyżnianie opuścili łemkowszczyznę dwoma transportami. Część świadków mówi, że przewieziono ich pociągiem do Strzelec Krajeńskich (a właściwie do Starego Kurowa), a z dokumentacji wynika, że w dniu 11.06.1947 r. punkt załadowczy w Gorlicach opuścił transport oznaczony jako R-216, skierowany do Strzelec Krajeńskich, gdzie dotarł w dniu 14.06.1947 r. Transportem tym wyjechało 9 rodzin z Czertyżnego które następnie osiedlono w Strzelcach Kraj i Starym Kurowie.Pozostali opuścili Gorlice w dniu 12.06.1947 r. transportem oznaczonym jako R-220 skierowanym do Międzyrzecza, gdzie dojechał w dniu 16.07.1947 r. Transportem tym jechała reszta Czertyżnian, którzy osiedleni następnie zostali w powiecie międzyrzeckim. Obydwa transporty przechodziły przez punkty etapowe w Oświęcimiu (gdzie prawdopodobnie zatrzymano 6 mieszkańców Czertyżnego osadzonych w Jaworznie) oraz w Poznaniu. Warunki w jakich transportowano wysiedleńców były bardzo ciężkie, ludzie jechali w wagonach towarowych, natomiast inwentarz wieziono na odkrytych platformach. Wg relacji deportowanych, podczas całego przejazdu na Ziemie Zachodnie żywność oraz paszę dla zwierząt otrzymali tylko jeden raz, na punkcie rozdzielczym w Poznaniu." (G. Maskiewicz).

Teren wsi Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Gorlicach orzeczeniem z 27.09.1954 r. przeznaczyło Skarbowi Państwa, następnie przeszedł we władanie Nowosądeckiego Przedsiębiorstwa Produkcji Rolnej.
Czertyżnianie chcieli wracać, jednak bariery administracyjne odstręczały ich od powrotu. Gdy poluzowano restrykcje prawne w 1956 roku, nie było już do czego wracać - wsi, jako wsi, już nie było. Kilkoro czertyżnian powróciło na Łemkowynę, jednak zamieszkało w okolicznych wsiach, jak Ropki czy Łosie. 

 

Poniżej prezentuję szkic mapy Czertyżnego, takiego, jakie zapamiętali jego mieszkańcy - to bezcenna pamiątka rodziny Górków, którą podzieliła się p. Beata Tyka, wnuczka Anny Sycz.

 

Dziś Czertyżne to "nieistniejąca wieś", a Szlak Atrakcji Turystycznych gminy Uście Gorlickie reklamuje na tablicy przy cmentarzu:
"Atrakcje: 
1. Cmentarz wiejski z krzyżami nagrobnymi przypominający o nieistniejącej miejscowości."

Przy cmentarzu potomkowie czertyżnian umieścili dwa krzyże, na 50. i 70. rocznicę akcji "Wisła".

Poza cmentarzem na terenie Czertyżnego znajduje się tylko jedna kapliczka, a o dawnym istnieniu wsi świadczą widocznie tu i ówdzie drzewa owocowe.

Wieczna pamięć.

 

 

Fot. z natury K.Kmak
Fotografie członków rodziny Hochhauser - geni.com, drzewo Herscha Mendla Hochhausera (https://www.geni.com/people/Hersh-Hochhauser/6000000002129558709)
Fotografia jarmarku w Grybowie - lemko.org, fot. Iwan Masley z Berestu
Relacje: lemko.org, dzieje wsi Czertyżne - praca autorstwa Grażyny Maskiewicz, http://www.lemko.org/selo/czertyzne/index.html
Mapy: serwis Mapire.eu; Geoportal.gov.pl; Arch. Narodowe w Krakowie (sygnatura: 29/280/0/13.1/2859)
Fotografia rodziny łemkowskiej (Andrzeja Sycza) przekazała p. Beata Tyka
Szkic wsi z archiwum rodziny Górków

 

Please reload

Ostatnie posty

July 26, 2018

April 22, 2017

February 18, 2017

January 28, 2017

Please reload

Archiwum
Please reload

© 2020 stowarzyszene Saga Grybów