Saga rodziny Dębowskich

i Ostaszewskich

   Kto łączy z sobą tak pozornie odległe w przestrzeni i czasie miejsca, postacie i dzieła, jak Grybów i Katyń, grybowską scenę "Sokoła" i Teatr Stary w Krakowie, papieża Jana Pawła II, aktorkę Maję Ostaszewską i zespół Osjan, w którym grały legendy polskiego i światowego rocka i jazzu oraz film "Podwójne życie Weroniki" Kieślowskiego?
Jest jedna taka osoba. To Krystyna Dębowska-Ostaszewska, córka grybowskiego weterynarza powiatowego, który zginął w Katyniu. Absolwentka grybowskiego Gimnazjum - dziś LO im. A. Grottgera. Aktorka Teatru Rapsodycznego i Starego, mama Jacka Ostaszewskiego i babcia Mai Ostaszewskiej. Przyjaciółka Karola Wojtyły, który ponoć zawitał z nią do Grybowa.
Dzięki wielkiej gościnności i serdeczności rodziny Ostaszewskich w Społecznym Archiwum Grybowa SAGA prezentuję zbierany przez kilka lat materiał o związkach rodziny Jana, Janiny, Krystyny, Ireny i Tadeusza Dębowskich z Grybowem.

Por. rez. Jan Stefan Dębowski, syn Jana i Teresy z Karskich, urodził się 25 XII 1892 r. w Krakowie. Ukończył Akademię Weterynaryjną we Lwowie w roku 1922. Służył w Legionach Piłsudskiego w czasie I wojny światowej, za wojnę 1918-1921 był odznaczony orderem Orląt Lwowskich. Ożenił się z krakowianką Janiną z Wajsów, córką pracownika Biblioteki Jagiellońskiej. Janina przez całe życie pochłaniała książki. Po I wojnie światowej, kiedy pracowała jako pielęgniarka, ukończyła seminarium nauczycielskie, lecz nigdy nie pracowała w zawodzie, gdyż na to pozwalała rodzinie posada męża. Jan przez kilka lat po I wojnie pracował na Uniwersytecie Jagiellońskim. Troje dzieci Jana i Janiny urodziło się w Krakowie: Krystyna Janina w 1918, Irena Maria w 1922, Tadeusz Jan w 1925 r. (niektóre źródła błędnie podają Grybów jako miejsce urodzenia Krystyny). 
Grybowski rejestr wyborców z 1935 r. podaje jako datę zamieszkania rodziny w miasteczku rok 1928. 
Jan objął posadę weterynarza powiatowego. Prawdopodobne jest, że wraz z likwidacją powiatu grybowskiego przez rząd II RP w 1932 r. Jan rozpoczął pracę w Nowym Sączu, a rodzina w dalszym ciągu mieszkała w Grybowie. 
Dom Dębowskich znajdował się przy ul. Szerokiej pod numerem 390. Choć numeracja przedwojenna uległa zmianie i zapomnieniu (brak źródeł o renumeracji), udało się zidentyfikować budynek z dużym ogrodem przy ul. Armii Krajowej, naprzeciwko Zespołu Szkół Zawodowych.
Tenże sam ogród wspomina Jacek Ostaszewski z opowiadań babci Janiny: 
"Babcia była nauczycielką, [...] ale status dziadka nie zmuszał jej do pracy zawodowej. Przed wojną, kiedy mieszkali w Grybowie, miała służącą, a ogrodnik przychodził do ogrodu..." ("Wróć Jasieńku", artykuł z dnia 27/11/2007 w magazynie "Sukces").
W grybowskim domu wisiały na ścianach obrazy Kossaka. Piękne dębowe meble z Grybowa (zakupione od księcia Sanguszki) do dziś służą rodzinie Ostaszewskich w ich podkrakowskim domu, podobnie jak lampa naftowa z Grybowa. Ścianę Ostaszewskich zdobi piękny kilim z domu w Grybowie, na którym po przeprowadzce do Krakowa odbywały się próby teatralne rapsodyków, a wśród nich oczywiście Karola Wojtyły. 

Zanim jednak Krystyna związała się ze środowiskiem młodej krakowskiej sceny teatralnej, jej pierwsze występy odbywały się nie gdzie indziej, lecz w sali grybowskiego "Sokoła".

Przywołuję znów wywiad Jacka Ostaszewskiego: 
"Babcia napędzała życie kulturalne Grybowa, założyła nawet teatr amatorski. Pierwsze kroki teatralne moja mama, która potem została aktorką, stawiała w amatorskim teatrze babci. Grały tam: pani aptekarzowa, pani rejentowa, jacyś panowie... Nie mam pojęcia, co wystawiali."

Udało się odnaleźć taki zapis w czasopiśmie "Nasza Sprawa" z 1936 r.:

Życie Dębowskich w Grybowie trwało dekadę, lecz można przypuszczać, że gdyby nie tragedia II wojny światowej i zbrodni katyńskiej, rodzina byłaby trwalej związana z miasteczkiem.
Dziś, osiemdziesiąt lat od opuszczenia Grybowa przez Dębowskich, fakt tych związków i postać Krystyny znane są jedynie kilku ponaddziewięćdziesięcioletnim grybowiankom, które przyjaźniły się z Ireną Dębowską, a ich starsze siostry były przyjaciółkami Krystyny.
Przyjrzyjmy się śladom i wspomnieniom...

Krstyna Dębowska. Fotografia ze świadectwa maturalnego, arch. LO w Grybowie

Janina i Jan Dębowscy, arch. rodziny Ostaszewskich

Dom i ogród Dębowskich w Grybowie, fot. K. Kmak

"Książka adresowa m. Krakowa i woj. krakowskiego", 1932 r.

Budynek Gimnazjum Koedukacyjnego w Grybowie, później LO im. A. Grottgera, fot. K. Kmak

Fot. arch. LO w Grybowie. Krystyna Dębowska w charakterystycznych kruczoczarnych warkoczach

Krystyna uczęszczała do grybowskieo Gimnazjum Koedukacyjnego, które w owym czasie było szkołą prywatną i dużym osiągnięciem inteligencji małego ośrodka miejskiego. Dziś kontynuatorem tamtej placówki jest Liceum Ogólnokształcące im. A. Grottgera, które do dzisiaj przechowuje świadectwo maturalne Krystyny Dębowskiej z 1937 r.
Na marginesie dodam, że nikt zapytany we współczesnym Ogólniaku nie zdawał sobie z tak znaczącej absolwentki naszej szkoły.
Możemy jeszcze odnaleźć zapisek, że Krystyna rozpoczęła I klasę w roczniku 1928/29 oraz adnotację o ukończeniu czterech klas szkoły powszechnej w Makowie. Na tej podstawie możemy odtworzyć historię rodziny przed osiedleniem się w Grybowie.
Do klasy Krystyna uczęszczała z m.in.: Lotarem Baranem, Dawidem i Marią Brodmannami, Janiną Młottówną, Marią Osikówną, Eugeniuszem Pelczarskim, Alojzym Szpakowskim, Kazimierzem Wiśniowskim, Emilem Galeją, Witoldem Winklerem, Zofią Schmal, Włodzimierzem Skalskim, Stanisławą Hełmetzką, Mirosławą Choroszczak. Ukończyła pełne siedem klas.
Przyjaźń swojej mamy z "przyjaciółką papieża" wspomina również Krystyna Czaplińska-Jakubiec, córka Janiny Czaplińskiej zd. Kumorkiewicz. Zofia Gołębiowska, siostra Janiny, przyjaźniła się z Ireną Dębowską.


W klasie Ireny znajdujemy nazwiska m.in.: Marii Petryli, Zbigniewa i Zdzisława Pieczonków, Zofii i Michaliny Witek, Adama Skindera, Zbigniewa Galei, Stefana Obrębskiego. 
W klasie Tadeusza Dębowskiego m.in.: Ireny Grzegorczyk, Stefanii Haimann, Adama i Barbary Młott, Barbary Petryli, Antoniego Pękali, Jana Szpakowskiego.

Jako ciekawostkę publikuję wycinek z "Ilustrowanego Kuriera Codziennego" z 23 VIII 1929 r. "3 i pół letni Tadzio Dębowski z Grybowa" konkurował o tytuł najpiękniejszego dziecka Polski. Z pewnością po kilkunastu latach konkurował o wiele niewieścich serc. Zdjęcie obok to fotografia, którą Tadeusz przesłał z Krakowa, już po przeprowadzce, do jednej z grybowianek - Barbary Młott.

"IKC" 23.08.1929.

Arch. Barbary Młott-Mąkosy

Arch. Narodowe w Krakowie, oddział w Nowym Sączu, fragment listu z Akt Miasta Grybowa

Portret Janiny Dębowskiej w domu Małgorzaty i Jacka Ostaszewskich, fot. K. Kmak

Kadr z „Katynia” Andrzeja Wajdy podczas koncertu Krzysztofa Pendereckiego, fot. Łukasz Maciejewski (z profilu facebooka Mai Ostaszewskiej)

Budynek towarzystwa społeczno-kulturalnego "Sokół" w Grybowie. Fot. arch. S. Dziadzio, współczesne fot. Google Street View.

Krystyna Dębowska-Ostaszewska w przedstawieniu Teatru Rapsodycznego, Arch. Narodowe w Krakowie

Krystyna Dębowska-Ostaszewska w przedstawieniu Teatru Rapsodycznego, Arch. Narodowe w Krakowie

Popiersie Krystyny Ostaszewskiej autorstwa jej męża Tadeusza, fot. K. Kmak

Krystyna Dębowska-Ostaszewska w przedstawieniu Teatru Rapsodycznego, Arch. Narodowe w Krakowie

Odznaczenie Krystyny Dębowskiej-Ostaszewskiej, fot. K. Kmak

Jacek Ostaszewski (z prawej) z zespołem Anawa, fot. Marek Karewicz

Artyści Osjana: (od prawej) Jacek Ostaszewski, Olga Jackowska - Kora, Małgorzata Ostaszewska, Marek Jackowski, fot. arch. rodziny Ostaszewskich

Małgorzata i Jacek Ostaszewscy z dziećmi, arch. rodziny

Z lewej: Krystyna Dębowska-Ostaszewska, Arch. Narodowe w Krakowie; z prawej: Maja Ostaszewska, archiwum.stopklatka.pl

Być może z powodu kontynuowania kariery urzędniczej, choć nie ma pewności, Jan Dębowski z rodziną w roku 1938 przeprowadzili się do Krakowa. Nie porzucili jednak domu w Grybowie, który pozostał ich własnością i dalsze jego dzieje również udało się częściowo prześledzić, a skrywają dość ponure i mroczne historie. Dość powiedzieć, że grybowski magistrat przeznaczył dom opuszczony przez Dębowskich na użytek Rady Żydowskiej. Nie wiemy dokładnie, w jakim czasie i który z budynków zajmowanych na potrzeby Judenratu: dom Dębowskich czy dom dra Kohna przy ul. Kolejowej (Grunwaldzkiej) służył jakim celom. Z pewnością dom Dębowskich był świadkiem dramatu dwóch tysięcy Żydów z grybowskiego getta, którzy na ulicy znajdującej się właśnie między nim a Szkołą Zawodową (Szeroka/Armii Krajowej) zebrani zostali przez gestapo, polską Policję Granatową i żydowską policję w dniu likwidacji getta, 20 sierpnia 1942 r. Ściany domu były świadkami selekcji, odzierania ludzi z ich ubrań i z godności, bicia i brutalnego oddzielania dzieci od rodziców. Być może w tym domu stacjonowała żydowska policja, tam wizytowali Niemcy i planowali akcję likwidacyjną, choć nie możemy mieć pewności.
Janina Dębowska sprzedała dom dopiero po wojnie urzędowi nadleśnictwa. W międzyczasie mieszkał tam dyrektor Szkoły Zawodowej Eustachy Skinder z rodziną (dzięki temu faktowi udało się połączyć adres z przedwojennego Rejestru Mieszkańców z dokumentami rodziny Skinderów).


Obok prezentuję fragment listu, który odnalazłem w Archiwum Narodowym w Nowym Sączu ("Akta Miasta Grybowa") datowanego na 30 czerwca 1942 r, a więc zaledwie półtora miesiąca przed likwidacją getta, podpisanego przez Janinę Dębowską i adresowanego do burmistrza, dra Wincentego Warzechy:

"Wielmożny Panie Doktorze!
Mimo tego, że specjalnie w tym celu wysłałam córkę, aby załatwić sprawę mojego domu, niestety do tej pory nie dostałam ani żadnego zawiadomienia z Urzędu o fakcie już dokonanym bez mojej wiedzy i zezwolenia. Wiem, że to dla Gminy jest kwestią drugorzędną i mało ważną, jednak dla mnie, która się sama muszę borykać z życiem, w obecnych warunkach jest kwestią bardzo wielkiej wagi. Proszę więc bardzo Pana Doktora by był tak łaskaw i rozporządził, by ta sprawa była jak najszybciej załatwiona i by czynsz za miesiąc czerwiec i lipiec był mi jak najszybciej wysłany. Nie chciałabym się znowu narażać na koszta wyjazdu i przyjemności jazdy w obecnych warunkach. [...]"

Na odwrocie znaleźć można dopisek burmistrza Warzechy:

"Odpowiedzieć, że cały dom z ogrodem jest przydzielony dla Rady Żydowskiej i Arbeitsamtu [...]"

W liście Janina wspomina o swoim opuszczeniu i trudnościach z utrzymaniem.
Pisząc list, żyje w niepewności co do losów Jana. Nie wie jeszcze, że w 1939. trafił do niewoli rosyjskiej, prawdopodobnie pod Janowem Lubelskim i został osadzony w obozie jenieckim w Kozielsku. Dopiero wiele lat później odnajdzie jego nazwisko na liście katyńskiej. Kolejne dekady miną i prawnuczka Janiny, Maja, wcieli się w aktorską rolę tak podobnej postaci: żony "zaginionego", a w rzeczywistości zgładzonego oficera. W istocie Maja Ostaszewska, prawnuczka Janiny Dębowskiej, oddała na ekranie uczucia niepewności, bólu, lęku i gorzkiej nadziei, które latami towarzyszyły jej prababci.

Janina była kobietą silną. Rodzina przywołuje anegdotę, gdy jej brat w wyniku łapanki znalazł się w niemieckim areszcie. Janina ubrała najlepsze perskie futro i kapelusz i udała się "na gestapo" próbować wymóc zwolnienie brata. Nie udało się nic wskórać. Niemiec na pożegnanie rzucił pożegnanie w formie groźby: "Auf Wiedersehen!". Janina odpowiedziała " - Hier? Niemals!" ("Tutaj? Nigdy"). Gestapowiec odparł zatem już po angielsku " - Also Goodbye". " - Goodbye" - odpowiedziała dumna Polka.

Jacek Ostaszewski opowiada:
"Pamiętam babcię śpiewającą "Rozkwitały pąki białych róż, wróć Jasieńku..." Mój dziadek był tym Jasieńkiem, więc ta prosta, sentymentalna piosenka stawała się dramatycznie wiarygodna. Miałem przywilej rozczesywania jej włosów były piękne, długie, czarne. Często wtedy śpiewała przez łzy. Dopytywałem się, co jej jest, a ona mówiła o dziadku, opowiadała, jak wyglądało jej życie w Grybowie i jak dziadek bohatersko walczył we Lwowie. Wiedziałem, że wysyła listy do Czerwonego Krzyża. Przychodziły jedynie bardzo enigmatyczne odpowiedzi, że nie wiadomo, co się z nim stało. To było zdumiewające, jakby wieść o tych ludziach kompletnie przepadła."
("Wróć Jasieńku", "Sukces" 27/11/2007).

Powróćmy do czasu tuż po przeprowadzce Dębowskich do Krakowa.
Osiemnastoletnia Krystyna rozpoczęła studia w Wyższej Szkole Handlowej. Równocześnie rozwijała swoją pasję aktorską, wstąpiwszy do grupy Studia 39, działającego, pod kierownictwem Wiesława Goreckiego i Tadeusza Kudlińskiego, przy Krakowskiej Konfraterni Teatralnej. Latem 1939 r., podczas festiwalu "Dni Krakowa", Krystyna zagrała na jednej scenie z Karolem Wojtyłą, wówczas studentem polonistyki i młodym adeptem sztuki aktorskiej, w przedstawieniu "Kawaler księżycowy". 
W Grybowie do dziś pośród kilku najstarszych koleżanek panien (wówczas) Dębowskich krąży "małomiejska" legenda o tym, jak młody Karol Wojtyła odwiedził Grybów wraz z Krystyną i grał na deskach "Sokoła". Brak jakichkolwiek źródeł materialnych, by potwierdzić tę legendę bądź jej zaprzeczyć.
Pani Stefania Manyś zd. Haimann, córka grybowskiego sędziego Antoniego Haimanna, wspomina ostatnie wakacje przed wojną spędzone przez Dębowskich u Haimannów. Ojcowie przyjaźnili się. Pobyt miał trwać miesiąc. Czy wtedy Krystyna mogła przywieźć jako gości swoich przyjaciół - aktorów z Krakowa? Tego prawdopodobnie nie dowiemy się nidgy z całą pewnością. 

Plakat "Dni Krakowa", W. Chomicz, Muz. Narodowe w Krakowie

Karol Wojtyła, Arch. Domu Rodzinnego Jana Pawła II w Wadowicach 

Prawdopodobnie w 1940 r. Krystyna zwązała się z Kawiarnią Plastyków i Teatrem Marionetek rzeźbiarza Stefana Zbigniewicza, będącymi w czasie okupacji azylami krakowskich artystów. Tam poznała ucznia Zbigniewicza, Tadeusza Ostaszewskiego. Tadeusz był już wtedy doświadczony walkami w obronie Warszawy w 1939 r. za co został odznaczony orderem Virtuti Militari. Później działał w Armii Krajowej. 


22 sierpnia 1941 r. to data niebagatelna w historii Krakowa, w biografii Jana Pawła II i w dziejach polskiej kultury. Tego dnia w mieszkaniu Dębowskich w Krakowie, przy ul. Komorowskiego 7, zawiązał się Teatr Rapsodyczny - "Teatr Żywego Słowa". Był swoistym fenomenem, przejawem miłości grupy młodych ludzi do sztuki i do polskości, przeżywanej w warunkach "wielkiej trwogi" okupacji hitlerowskiej. Wszystkie zebrania, próby i sztuki miały rygor tajności i pełnej konspiracji.
Teatr stworzyło kilkoro znajomych z Wadowic: (dyrektor) Mieczysław Kotlarczyk, polonista i teatrolog, animator teatru ochotniczego, teoretyk sztuki żywego słowa, Karol Wojtyła oraz Halina Królikiewicz, do których dołączyła znajoma ze Studia 39 Krystyna Dębowska, jej narzeczony Tadeusz Ostaszewski oraz Danuta Michałowska. 
"Występy odbywały się w prywatnych mieszkaniach, dla specjalnie zapraszanej publiczności. Pierwsza premiera - "Król-Duch" Juliusza Słowackiego - miała miejsce 1 listopada 1941 r. Potem były kolejne - "Beniowski" Słowackiego, "Hymny" Kasprowicza, "Godzina" Wyspiańskiego, "Portret artysty" Norwida, "Pan Tadeusz" Mickiewicza.

Dramat "Samuel Zborowski" Słowackiego był ostatnim przedstawieniem, w którym zagrał Karol Wojtyła. Przyszły papież zrezygnował z aktorstwa na rzecz studiów teologicznych. Po odejściu z zespołu w 1943 roku nie stracił kontaktu z teatrem. Jedną ze swoich pierwszych mszy świętych odprawił w intencji rapsodyków, bywał na przedstawieniach, a kiedy istnienie teatru było zagrożone, stawał w jego obronie. Gdy został papieżem, korespondował z byłymi aktorami teatru.      
Po wojnie Teatr Rapsodyczny działał dalej, jednak w nowym porządku politycznym był narażany na coraz ostrzejsze ataki cenzury.W 1953 roku scenę zamknięto. Ponownie otwarta w 1957 roku, funkcjonowała przez dziesięć lat."
(radiokrakow.pl/kultura/75-lat-temu-rozpoczal-dzialalnosc-w-krakowie-teatr-rapsodyczny/)

Badacz historii Rapsodyków J. Ciechowicz podsumowuje:
"Bilans okupacyjnych przedstawień TR wygląda następująco. W latach 1941-1944 TR przygotował 11 premier (w tym 7 zrealizował). Dał razem 22 przedstawienia dla blisko 500 widzów. Odbył blisko 100 prób (wieczorów pracy)."
("...trzeba dać świadectwo", wyd. ArsNova 1991)

Oddam teraz głos przyjaciółce Krystyny i młodego Karola Wojtyły, Danucie Michałowskiej:
"Muszę też poświęcić tu kilka bodaj słów temu, jak do świetności tego przedstawienia [Król-Duch] przyczyniła się Krystyna Dębowska. Z niezwykłości jej pracy dopiero po wielu latach zdałam sobie sprawę. Otóż Krysia grała na fortepianie. Mieczysław prosił, abym zaproponowała kilka utworów Chopina, którego muzyka wydawała się jedynie odpowiednia pod każdym względem do poezji współczesnego mu Słowackiego. Krysia zaprezentowała kilka nokturnów i wspólnie wybraliśmy fragmenty tych, które miały służyć jako "przerywniki". Ale na tym nie koniec. Jej samej dostał się tekst mieszczki krakowskiej o tym samym imieniu: Chrystyna.[...] słychać jej głos, wabiący króla słowami Pieśni nad Pieśniami, przepięknie przetworzonymi przez naszego poetę: O! przyjdź! śpiewała, bo gołębi stadem / Wysyłam na wsze wiatry ognie moje!... Te trzy oktawy nasza Krysia - Chrystyna - wypowiadała, grając równocześnie nokturn (g-moll Nr 1 z Op. 37) i synchronizując tekst jedenastozgłoskowych oktaw z Chopinowskimi frazami muzycznymi. Taka podzielność uwagi jest rzadką, wprost niebywałą umiejętnością. Krystyna Dębowska była przecież pianistką amatorką, jej muzykalność i pracowitość chyba przez nikogo wtedy nie zostały w pełni docenione."(Danuta Michałowska, "Pamięć nie zawsze święta: Wspomnienia", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004, s. 137-138)

 

Danuta Michałowska rzuca też światło na przedwojenny okres pracy Karola Wojtyły i Krystyny Dębowskiej w Studiu 39:

"- To były raczej studenckie zabawy. Wojtyła do studium aktorskiego zapisał się na pierwszym roku polonistyki. To w Studio 39 ustawiono Mu ten piękny głos. Razem z Wojtyłą w tym przedstawieniu występowała Krysia Dębowska, babcia Mai Ostaszewskiej, mojej studentki ze Szkoły Teatralnej, obecnie znanej aktorki. Krysia opowiadała mi, że to studio było bardzo profesjonalne. Kazano im na przykład szukać rezonansu głosowego, zakładano im w tym celu specjalne maseczki. Wojtyła, tak jak wszyscy, ćwiczył więc intensywnie między innymi głos."
(http://encyklopediateatru.pl/artykuly/24033/moj-kolega-papiez)

Wg "Encyklopedii Teatru Polskiego" po pierwszej likwidacji TR (z powodów politycznych) Krystyna Dębowska-Ostaszewska:
"W sez. 1953/54 należała do zespołu krakowskiego Teatru Poezji. Od sez. 1954/55 do końca życia była aktorką Starego Teatru w Krakowie. Grała m.in. Hipolitę (Sen nocy letniej), Augustę (Dom Bernardy Alba), Kassandrę (Wojny trojańskiej nie będzie), Panią Sorby (Dzika kaczka), Prozerpinę (Candida), Wolumnię (Koriolan), Matkę (Cichy Don)."

... a tak piękno wewnętrzne i zewnętrzne Krystyny opisują koledzy aktorzy:

"Ten nasz dom - jak każdy - miał też swoją "mamę". Była to mama-dama, cudowna Krysia Ostaszewska. Jej prostota, serdeczność - aż do naiwności, były kochane, zniewalające. Zawsze była prosta, naturalna... i zawsze była damą. A chyba bardzo mało osób wie, że mogła być "pierwszą damą Polski" - co prawda Ludowej, ale Polski. O jej rękę zabiegał ongiś premier Józef Cyrankiewicz, ale ona wolała Tadzia Ostaszewskiego, z którym przez wiele lat stanowili dla nas wzorową, przykładną parę. Pamiętam wizytę u pp. Ostaszewskich przy ul. Kujawskiej. Tadeusz wykonywał jakąś rzeźbę i potrzebni mu byli ludzie do pozowania. Za radością przystałem. Traktowałem to jako przywilej, zaszczyt. Krysia przyjęła nas w sposób cudowny, bo i wykwintnie, i szalenie naturalnie, serdecznie, po prostu - po swojemu, bo taka była ona zawsze. A jaką była wspaniałą koleżanką w pracy - jak pomocną i psychicznie, i zawodowo, choć jej skromność aktorska (a przecież była niekwestionowaną gwiazdą tego teatru) była czasem aż krępująca. Ile razy dyrektor Kotlarczyk musiał ją przekonywać o jej talencie, o jej możliwości zagrania tej czy innej sceny, o tym, że to bardzo dobrze robi - bo też i "robiła" to bardzo dobrze... Była wspaniałą aktorką. Podziwialiśmy ją i kochali wszyscy."

(T. Szybowski "Dom", w: "...trzeba dać świadectwo" wyd. ArsNova 1991, s. 185-186)

 

"Rok 1967. Krystyna... Krysia Dębowska-Ostaszewska. Jedna ze sławnego tercetu rapsodycznego, w którym obok niej partycypowały Halina Kwiatkowska i Danuta Michałowska. Krystyna... W jej wzroku było coś orlego. Temperament, głos i uroda predysponowały ją do ról heroin. Z jej postaci przebijała władczość, ale w tonie wielce urokliwym. Jej emploi było szerokie. Śpiewała. Była pieśniarką [...] Niezapomniana była jako Telimena w "Panu Tadeuszu". Dyskretnie i szlachetnie egzaltowana. Barwna. Mądra. Ponętna.
I... Muza w "Eugeniuszu Onieginie". Widzę ją jak dziś w długiej z ciemnoniebieskiego aksamitu amazonce z żabocikiem. W cylinderku - jak do konnej jazdy. Cylinderku ze zwiewnym, muślinowym woalem. Widzę ją, gdy stoi pełna gracji przy scenicznym
postumencie, na którym jarzą się płomieniście świece w kandelabrze. A ona recytuje Onieginowskie strofy Aleksandra Puszkina. Ileż było niewieściego wdzięku w jej recytacji, przez którą przebijało się umiłowanie do ludzi, świata, mądrość i zniewalająca uroda piękna prawdziwego.
U końca jej dni odwiedził ją w szpitalu - rapsodyk, ksiądz kardynał Wojtyła. Krystyna Ostaszewska powiedziała po tej wizycie: "On przyniósł mi ukojenie i spokój. Niczego się już nie boję.""
(J. Adamski "Z dzienniczka Rapsodyka", w: "...trzeba dać świadectwo" wyd. ArsNova 1991, s. 264)

 
W drugim fragmencie dowiedzieliśmy się o przedwczesnej, nieodżałowanej śmierci Krystyny. Zmarła na raka w wieku zaledwie 49 lat. Jej grób odnaleźć możemy na Cmentarzu Rakowickim. Pośmiertnie uhonorowana została przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2007 r. medalem Gloria Artis.

Krystyna żyje do dziś we wspomnieniach rodziny i przyjaciół, jednak na ogół jest postacią nieco zapomnianą - tym bardziej wartą wspomnienia i przybliżenia. Zwłaszcza Grybów, w szczególności grybowskie Liceum, powinny poznać i szczycić się tak znakomitą wychowanką.

Na odejściu Krystyny jednakże saga się nie kończy.

W 1944 r. na świat przyszedł syn pary rapsodyków: Jacek. W dzieciństwie dzielił trudny los mamy i babci, boleśnie doświadczonych po utracie ich ojca i męża, Jana Dębowskiego. W warunkach wojennych i tuż-powojennych parze artystów ciężko było związać koniec z końcem. "Od kolebki" jednak obcował z wielką sztuką. Jego własne talenty objawiły się w muzyce. W niej też szukał ukojenia po śmierci mamy. 

 

Jacek Ostaszewski wspomina jeszcze babcię Janinę:
"Wie­le bab­ci za­wdzię­czam. Dzię­ki niej za­ją­łem się mu­zy­ką - by­ła mo­im pierw­szym na­uczy­cie­lem. W cza­sach mło­do­ści bab­ci gra na for­te­pia­nie by­ła obo­wiąz­kiem wszyst­kich pa­nien z tzw. przy­zwo­itych do­mów. Bab­cia, mo­ja ma­ma i wu­jek gra­li na for­te­pia­nie. Czy mógł­bym wy­ła­mać się z tej tra­dy­cji? Metody babci i zma­ga­nia z instru­men­tem kom­plet­nie mnie zniechę­ci­ły, ale na­uczy­ła mnie czy­tać nu­ty."

Szczęśliwie zniechęcenie jednak nie było kompletne. Jacek Ostaszewski eksperymentował z różnymi gatunkami muzyki, grając na kontrabasie i flecie, komponując i reżyserując. W jego szerokim dorobku artystycznym jest udział w zespole "Anawa" z m.in. Markiem Grechutą i Janem Kantym Pawluśkiewiczem, lecz przede wszystkim założenie zespołu Osjan, wraz z Markiem Jackowskim oraz Tomaszem Hołujem. Zespół od powstania w 1971 r. wciąż zmieniał skład, lecz od początku do dziś jego trzonem jest właśnie Jacek Ostaszewski. W początkowej nazwie tria: "Teatr Naturalnego Dźwięku", doszukiwać się można echa "Teatru Żywego Słowa" rodziców Jacka. Osjan był w awangardzie polskiej muzyki improwizowanej, folkowej, jazzowej, tzw. "world music", choć fenomen muzyki Osjana zdaje się wymykać definicjom - trzeba jej po prostu zaznać. Z zespołem grały takie legendy jak Tomasz Stańko, Milo Kurtis, Wojciech Waglewski, Jorgos Skolias, Radosław Nowakowski. Z Osjanem występowały również początkowo, co warte wspomnienia, Małgorzata Ostaszewska, żona Jacka, oraz Olga Jackowska - Kora.

Jednym z wątków osnowy łączącej rodzinę z Grybowem po latach, jest udział Jacka Ostaszewskiego w nagraniach ścieżki dźwiękowej do "Podwójnego życia Weroniki" Krzysztofa Kieślowskiego. Gdy zatem oglądamy w filmie Grybów, słyszymy dźwięki fletu grybowianina - "w drugim pokoleniu".

Zespół koncertuje do dziś - jego muzyka jest "wiecznie zielona", wykraczająca poza czas.

Janina Dębowska przez wszystkie lata była wierną słuchaczką muzyki wnuka, regularnie chodziła na koncerty jazzowe. Wychowywała też kolejne  pokolenie młodych artystów w rodzinie. Zmarła w 1978 r.

Sagę kontynuują dzieci Jacka i Małgorzaty: Tatiana, Maja, Jakub i Matylda, wszyscy uzdolnieni w różnych dziedzinach sztuki. Mai nie trzeba nikomu w Polsce przedstawiać. Nie trzeba również dodawać, jakie podobieństwo łączy urodę babci i wnuczki. Choć nie dane im było się spotkać, świadkowie dostrzegają również podobieństwo stylów gry aktorskiej Krystyny i Mai.

Możemy być pewni, że życie dopisze do burzliwej i pięknej sagi rodziny Dębowskich i Ostaszewskich jeszcze niejeden wspaniały rozdział.

Kamil Kmak, 12.08.2018 r. (z racji dalszych poszukiwań, zwłaszcza przedwojennych zdjęć z albumu rodzinnego Dębowskich z Grybowa, bardzo możliwa i wyczekiwana jest dalsza aktualizacja artykułu)



PS. Dziękuję Agnieszce Traczewskiej oraz pp. Ostaszewskim, Jackowi, Małgorzacie i Tatianie, za serdeczność, gościnę przy grybowskim stole i pomoc w powstaniu artykułu. 

© 2020 stowarzyszene Saga Grybów