• Kamil Kmak

Binczarowa-Bilcarewa, macierz łemkowskich talentów


Binczarowa, po łemkowsku Biłcarewa, jest jedną z najstarszych wsi grybowszczyzny, jej zniekształcona nazwa pojawia się już w dokumencie Kazimierza Wielkiego z 1365 r. W XVI wieku za zgodą króla Zygmunta Starego właściciel Stanisław Pieniążek sprzedał Binczarową Iwanowi Trochanowiczowi, protoplaście związanej przez wieki z miejscem rodziny Trochanowskich. Według świadectwa ostatniego żyjącego grybowskiego Żyda, Leona Schagrina, Rusinów-Łemków w Grybowie nazywano w jidysz "Yuvanim" - tzn. "od Iwana" - czy w tym przezwisku zachowała się przez wieki prawda o tymże Iwanie Trochanowskim? Kto wie - można traktować ten wyimek z grybowskiej wielokulturowej sagi jako ciekawą, pół-legendarną poszlakę... To, co rozwijało się w Binczarowej przez wieki, a co zawarł w "Księdzie Binczarowej" wydanej w 2018 r. Piotr Trochanowski, wybitny łemkowski poeta, piszący pod pseudonimem Petro Murianka, całe stulecia tworzenia własnej tożsamości i kultury, miało zakończyć się 30 czerwca 1947 r. wraz z wysiedleniem Biłcarewy w akcji "Wisła". Czy zakończyło się? Na szczęście nie, wola istnienia i tworzenia okazały się silniejsze niż tryby totalitarnej machiny wynarodowienia. Żyje kultura łemkowska, mocna jest tożsamość Łemków, z których binczarowianie zajmują miejsce na parnasie swojego karpackiego narodu. To nie tylko wymieniony poeta Petro Murianka - Trochanowski, ale również Seman Madzelan, również Iwan Horoszczak, który "tęsknotę za Binczarową zawarł w liczącej osiemnaście tysięcy zwrotek epopei, zapisanej w stu dwudziestu zeszytach – opisał każdą trawkę, każdy listek" – jak mówi Petro Murianka... Dobrze byłoby, gdyby polskojęzycznemu czytelnikowi, współczesnemu mieszkańcowi Binczarowej i Grybowa, dane było kiedyś poznać tę binczarowską kosmologię, stworzoną w języku łemkowskim. Z Binczarowej pochodzi maestro Jarosław Trochanowski, łemkowski kompozytor i założyciel zespołu "Łemkowyna". Z Binczarowej wiodą swoje korzenie również członkowie rockowego zespołu LemOn, fenomenu polskiej sceny muzycznej ostatnich lat. Są już trzecią generacją od akcji "Wisła", a Łemkowskie korzenie napawają ich dumą i napełniają inspiracją, czemu dają wyraz w swoich utworach muzycznych i tekstach. Pokazują, że łemkowska kultura to nie muzeum, ale żywy i stale ewoluujący organizm. Binczarowa wydała też wielkie postaci ruchu kulturowej, językowej i politycznej autonomii Łemków - Teofila i Jarosława Kaczmarczyków, o. Dymitra Chylaka, Metodego Trochanowskiego. Mogli mieć różne programy polityczne, różną wrażliwość, jeśli chodzi o zabarwienie własnej tożsamości i stosunek do idei: bądź to jednej Rusi, bądź to Ukrainy, ale tym, co ich łączyło i łączy do dziś, to miłość i tęsknota do swojej ojczystej, macierzystej, beskidzkiej ziemi, języka, wiary, obyczajów.

Oddajmy wreszcie głos Semanowi (Symeonowi) Madzelanowi, urodzonemu w Binczarowej w 1922 r. "Krótko cieszyłem się pięknym malowanym i krytym blachą domem, urodzajną ziemią i dostatkiem pod każdym względem. Zapowiadały się piękne urodzaje w polu i w sobotę rozpocząłem koszenie pachnącej koniczyny, gdyż przyszedł na to czas. Ktoś może powiedzieć, że byłem skrainim głupcem, wiedząc że ze wschodniej Łemkowyny wysiedlają ludność, a ja pracowałem do końca. Trzeba tu wyjaśnić, że i w tym miejscu naiwnych Łemków robiono na szaro, bo zapewniano nas, że sądecki powiat nie podlega przesiedleniu, gdyż jego mieszkańcy nie sprzyjają 'banderowcom'. Wierzyliśmy temu i nie wierzyli, a na wszelki wypadek, po cichu, zbijaliśmy z desek paki. Przy takiej robocie, wieczorem w sobotę, zastał mnie polski wojskowy patrol na koniach i bardzo mnie skarcił i wyśmiał, że bez przyczyny popadam w panikę. Raniutko przed wschodem w niedzielę 30 czerwca zbudził nas wszystkich silny łomot w drzwi. Dwóch polskich żołnierzy przykazało nam do dwóch godzin być gotowym do wyjazdu. We wsi było pełno wojska i konne patrole szarżowały każdy dom zamieszkały przez Łemków. Aż koło południa łzawiącym wzrokiem żegnaliśmy swoje góry, gdyż długo staliśmy w zbiórce pod wsią. Zaskrzypiały wozy i tumany kurzu uniosły za niezwykłym karawanem. Bolesną skargą zapłakały starce, a małe dzieci widząc, że płaczą dziadki, płakały sobie zupełnie nie rozumiejąc, o co tu chodzi. Złowrogo wyły psy przy szosie i kuląc ogony zmykały nam z oczu. Polskie wojsko jak tatarwa na 'Dzikich Polach' wulgarnym przekleństwem popędzała nas w jasyr dwudziestego wieku. Obchodzono się z nami wręcz brutalnie, jakby nigdy nie byliśmy obywatelami tego zdziwaczałego kraju. Przy drodze często można było widzieć małe grupki ulicznego motłochu, który wykrzykiwał w naszą stronę swoje 'patriotyczne postulaty': 'Spopielić chamów w Oświęcimiu', albo 'Wysłać ich do morza jak śmierdzące robactwo' itp. Ale widziałem również i ludzi z ludzkim sercem, którzy widząc naszą niedolę spółczuli nam i rękawami ocierali swoje łzy. Nie zapomnę nigdy siwego starca, który stał przed swym domem i prawą ręką robił w powietrzu, w naszą stronę, znak krzyża świętego. To oni, stare dobre nasze sąsiady, skinięciem ręki lub obtartą łzą dodawali nam otuchy, że tam gdzieś w dalekim niewiadomym, spotkamy też ludzi, nie tylko samych drapieżników."

(S. Madzelan, "Spowiedź z nie popełnionych grzechów", w: "Pamiętniki Łemków. Mniejszość w warunkach zagrożenia", wyd. Uniw. Wrocławskiego, Wrocław 1996)


Fot. i oprac. Kamil Kmak

Ostatnie posty
Archiwum