top of page
  • Kamil Kmak

Akcja "Wisła" w Wawrzce, 28 czerwca 1947


W ramach projektu, "Cichy Memoriał - Grybowska Saga" kontynuujemy opisywanie losów kolejnych łemkowskich wsi grybowszczyzny.

28 czerwca 1947 r. akcja "Wisła" ogarnęła wysoko położoną łemkowską wieś Wawrzkę, należącą od wieków do parafii we Florynce. Oddajemy głos wawrzczaninowi Romanowi Chomiakowi, który wspominał, w dwóch wydaniach, nieco różniących się redakcją, chronologią i ilością detali, dzieje wojenne i powojenne oraz wysiedlenie Wawrzki i Florynki, prześladowanie w obozie w Jaworznie oraz osiedlenie na Ziemiach Zachodnich. We wspomnieniach często pojawiają się wymienieni z nazwiska mieszkańcy Grybowa i okolicy.


"Teraz opiszę tragedię wiosek Wawrzki i Florynki podczas wojny.

Okupant zabrał z naszej wioski dwóch do Oświęcimia: Grzegorza Buranycza i Michała Nowaka. Grzegorz przeżył Oświęcim, Nowak umarł, był inwalidą wojennym z I wojny światowej, miał wyrwany policzek, bo mu kula eksplodowała w ustach. Wojował w austriackiej armii, i potem go biednego aresztował granatowy policjant z Grybowa, a okupant zamęczył w Oświęcimiu. Zostało po nim dziewięcioro dzieci.

Niemcy zastrzelili też mieszkańca Florynki nazwiskiem Pałka, którego oskarżył 'dobry braciszek', że zabił wieprzka. Pałka był z polskiego wojska podoficerem, jego żona została młodą wdową i już drugi raz za mąż nie wyszła, Pałka przed egzekucją napisał do żony bardzo żałosny list i ona postanowiła, że już drugi raz za mąż nie wyjdzie, a to była ładna młoda kobieta.

Zginęło trzech Wilczackich. Jeden Hawryło we wrześniu trzydziestego dziewiątego, jak Niemcy wkraczali do Florynki. Grzegorz i Janek przewozili polskich oficerów do granicy Czechosłowacji, Janek przeprowadzał ich przez granicę i oddawał naszym Łemkom, którzy ich odstawiali do następnej granicy. Przyjechali polscy oficerowie do Wilczackiego i zostawili motocykl, Niemcy wpadli na trop i zabrali Grzegorza do Oświęcimia i tam umarł, a młodszy Janek uciekł do Niemiec pod przybranym nazwiskiem, Niemcy znaleźli u rodziny zdjęcie i po dwóch latach go odnaleźli i przepadł bez wieści. Grzegorz jest na pomniku w parku w Grybowie, że zginął za Ojczyznę. A jego żonę Anastazję kulawą na jedną nogę wojsko polskie wysiedliło w 47 roku na ziemie odzyskane. Znam tę sprawę, bo oni byli dalsi moi krewni. Niemcy aresztowali Wilczackich, Antoniego Piecha, Jarosława Worhacza. Piech umarł, prawdopodobnie został zastrzelony, a Worhacz przeżył, ale jak wyszeł z obozu to ważył 40 kilo, chociaż był dużym mężczyzną. Obecnie żyje w Kanadzie. W sprawie Wilczackich aresztowano Grzegorza Klucznika i jego brata Tarasa. Grzegorz został stracony, a Taras przeżył Oświęcim."


"O wysiedleniu na ziemie odzyskane nic my nie wiedzieli, nas zapewniali, że to nieprawda, mówili, że kto będzie mówił o wysiedleniu, będzie surowo karany. Mój brat Włodzimierz był radnym w gminie Grybów, prosił wójta, żeby dla najmłodszego brata przydzielił połemkowski dom, a wójt mu na to: 'Chomiak, dajże spokój, idzie na was okropna fala prześladowań'. To było w 45 roku. Gmina obiecała, że nas obu z bratem i jeszcze tego Chomiaka, i jeszcze jednego kuzyna Gabriela Koflę nie da wysiedlić. Na trzy dni przed wysiedleniem przylecieli urzędnicy z gminy o nazwiskach Paubniak i Ziółko z Ptaszkowej i mówią do nas: 'chłopy, będziecie wszyscy wysiedleni, rychtujcie się bo pojedziecie bez kawałka chleba."


"W drugi dzień z rana przyjechało wojsko do naszej wioski Wawrzki, przyszło do mego domu dwóch żołnierzy, siadło koło stołu i nic nie rozmawiają ani z nami, ani z sobą, na pewno przeżywali tę naszą tragedię, bo oni też mieli swoje rodzinne domy; żona miała ugotowaną kurę, pokroiła i ja daję im tę kurę, żeby jedli, a oni nie chcieli jeść; ja do nich mówię: jedzcie chłopcy, my do was nie mamy żalu, widzę po was, że wy przeżywacie to, że przyszliście wyganiać nas z naszego domu, ja też byłem w wojsku i znam się na wojskowych przepisach, proszę was, jedzcie, bo my już nie będziemy jedli; nie wiem, co na jednego tak podziałało, co chusteczką wycierał oczy czy to, że nas przyszli wyganiać, a ja ich chcę ugościć, a potem jedli. [...]

Jak my opuszczali swoje domy, ludzie płakali, całowali ziemię, a ja poszedłem przed naszą cerkiew i klęknąłem na progu cerkwi, bo już była zamknięta i prosiłem Boga, żeby mnie obronił od dalszego prześladowania, a o obozie Jaworzno jeszcze my nic nie wiedzieli. Wychodzimy na wyżni koniec wsi, przyszły trzy dziewczyny Polki z wioski Ropa, Janiżanki, pożegnać się z nami, z nami się żegnały i bardzo płakały, że nas taka niesprawiedliwość, taki zły czyn spotkał; oni chodzili, jak i inne polskie dzieci do naszej szkoły, przychodzili do nas na zabawy. Jak Kasi Janiga syn, Marian Janiga, często pisze w gazecie gorlickiej o mnie i o naszych Łemkach bardzo przyjaźnie, jak pan profesor Janiga nazywa ciepło. Przyjechali my do Grybowa, kazali się rozładować na placu giecowym, gdzie był spalony tartak [była własność rodziny żydowskiej o nazwisku Goetz], za jakiś czas ładować na nowo na wozy i wieźć na stację. Po mnie przyszła z milicją Maria Kamińska, u niej zostawiłem brony do uprawy i płużek, i radełki do ziemniaków, i ktoś to wszystko ukradł, ona bała się, aby jej nie posądzili, że ona se te moje rzeczy przywłaszczyła, ja na milicji oświadczyłem, że panią Kamińską nie posądzam o przywłaszczenie moich rzeczy. Aż na milicji od policjanta Gucwy dowiedziałem się, którzy będą aresztowani, podał mi wszystkich nazwiska, a mnie i memu bratu wypisał dobre zaświadczenia, że jesteśmy spokojnymi obywatelami, gmina wystawiła nam świadectwa weryfikacyjne, które nam ani nie pomogło, ani nie zaszkodziło.

Jak tylko wróciłem na stację, przekazałem to, kogo mają aresztować każdemu osobiście. [...]

Ładowali nas do brudnych wagonów po dwie rodziny, z bydłem i paczkami, w jednym końcu wagonu miał jeden bydło, a w drugim końcu wagonu drugi, na środku paczki, a na nich siedziały dzieci, chorzy ludzie i ciężarne kobiety. Jeden wagon w naszym transporcie był niekryty, jechało w nim dwie rodziny, Mikołaj Ciołka rodziną, drugiej rodziny nazwiska nie pamiętam, zrobili se dach prowizoryczny i ten dach spadł na dzieci, na te, które jechały w wagonie, Tacijannie Ciołka tak uszkodziło kark, co ze dwa miesiące głową nie ruszyła, ona jeszcze żyje koło Szprotawy, wieś Dzikowice. Wrócę jeszcze, jak nas w Grybowie do wagonów załadowali; mego sąsiada Chomiaka Romana załadowali do innego transportu z Boguszowej, my poszliśmy się z nim pożegnać, a porucznik miał nahaję z liny, tak bił tych, co się poszli żegnać, aż im skórę na plecach porozcinał, ja skoczyłem za żywopłot i nie dostałem tą nahajką.

Zaczęło się aresztowanie i to starszych mężczyzn, mego sąsiada inwalidę z pierwszej wojny światowej, miał przestrzelone ramię na froncie włoskim, a jego dwóch synów było na froncie w sowieckiej armii, Bazyli i Jarosław. Zabrali z transporty w Grybowie Koflę Gabryjela, Andrzeja Ciołka, Papacza Jana, a z domu zabrali Michała Leszczyńskiego i Koflę, a jeszcze zabrali Marię Leszko, tak ją włóczyli, że zwariowała, jak ją puścili, to się błąkała, bo nie wiedziała, gdzie są jej rodzice [...]

Szanowni państwo, wszystko przeszło, wszystko minęło jak ten huragan, który wszystko niszczy na swojej drodze, tylko pozostawia bardzo smutne wspomnienia po sobie w ludzkiej pamięci. Są łemkowskie wioski, że nie ma ani jednego domu, tylko podmurówki i na miedzach duże kupy kamienia, w Bielicznej stoi jeszcze cerkiewka, która jest symbolem i pamiątką, że tu żyli Łemkowie."


"W Grybowie na poczcie urzędniczka mówiła do mojej teściowej: jak przyjedziecie na miejsce, to przyślijcie adres, jak coś przyjdzie do was, to wyślę na wasz adres. Teściowa dostała paczkę z odzieżą od koleżanek z USA i ta pani z poczty wysłała na adres teściowej. Jeden Polak z Białej Wyżnej dawał ludziom adres, że będzie informował ludzi, gdzie się znajduje rodzina. Nam nie wolno było się przenosić do innej miejscowości, byliśmy jak ten pies, co jak go przywiąże przy budzie, to tam ma siedzieć."


(/Roman Chomiak, "Wspomnienia", w: "Mniejszość w warunkach zagrożenia. Pamętniki Łemków", wyd. Uniw. Wrocławskiego , Wrocław 1996, również: R. Chomiak, "Nasze łemkowski los, wyd. SOWY, Nowy Sącz 1995).


Fot. na licencji Wikimedia Commons - Góry Grybowskie, widok Jaworza z Wawrzki.

Oprac. Kamil Kmak

Ostatnie posty
Archiwum
bottom of page