• Kamil Kmak

Mania i Ido - dzieci z getta w Grybowie | Manya and Ido - Children of the Grybow ghetto [PL | ENG]



[ENG below]

Mania i Ido. Dwoje spośród ponad pięciuset dzieci, które znajdowały się w grybowskim getcie - z zakazem opuszczania granic miasta Grybowa przez Żydów pod groźbą śmierci. To tak, jak gdyby zapełnić szkolne boisko sportowe tłumem dzieciaków, w różnym wieku, od niemowląt w ramionach matek, po prawie dorosłych młodzieńców i dziewczęta, marzące o wyfrunięciu w świat – a potem wszyscy oni by zniknęli.

Tak - jednego dnia – 20 sierpnia 1942 r. – zniknęli z Grybowa. Jeżeli nie trzymali się starszych lub chorych rodziców lub dziadków i nie zostali zawiezieni ciężarówkami do Białej Niżnej, a potem rozstrzelani nad dołem śmierci, to pomaszerowali, w sierpniowym upale, 25-kilometrową trasą do Nowego Sącza. Czy dzieci były niesione na rękach, czy jechały wózkami, a może furmankami? Nie sposób sobie tego wyobrazić. Być może część została rozstrzelana po drodze, są też świadectwa o samobójczym przyjmowaniu trucizny. Przez kolejne pełne trzy dni przerażone dzieci – pięćset dzieci z Grybowa - zostały z rodzicami i dziadkami stłoczone w getcie w Nowym Sączu lub na brzegach Dunajca, gdzie koczowali pod gołym niebem. Po tych kilku dniach trzema transportami odjechały w kierunku obozu śmierci w Bełżcu na Lubelszczyźnie. Ich trasa wiodła torami kolejowymi z powrotem przez Grybów. Co czuły te dzieci, co czuli ich rodzice i dziadkowie, widząc być może swoje rodzinne miasteczko po raz ostatni przez szpary lub zadrutowane okienka w bydlęcych wagonach?

Możemy jedynie zamilczeć, czytając wiersz „Jeszcze” Wisławy Szymborskiej.

„W zaplombowanych wagonach

jadą krajem imiona,

a dokąd tak jechać będą,

a czy kiedy wysiędą,

nie pytajcie, nie powiem, nie wiem.


Imię Natan bije pięścią o ścianę,

imię Izaak śpiewa obłąkane,

imię Sara wody woła dla imienia

Aaron, które umiera z pragnienia [...]”


Przez 77 lat po Zagładzie 1/3 grybowian nieznane były ich imiona, jedyny pomnik, wzniesiony w Białej Niżnej staraniem tych nielicznych Ocalałych i ich potomków, nosił anonimową liczbę „360”. Historycy nie podjęli starań, by spisać nazwiska ofiar, niepewna była nawet ich liczba – podawano przedział od 1000 do 2500. A przecież każde z nich to człowiek...

Dziś, po dziewięciu latach kwerend i kontaktowania się z nielicznymi Ocalałymi, po przekazaniu imion i nazwisk 1770 ofiar w celu budowy pomnika projektu „Ludzie, nie liczby”, w którym wzięliśmy jako grybowianie udział, a który powstał wspólnym staraniem wielu ludzi dobrej woli w roku 2019 – znamy już ich imiona, nazwiska – zostały odciśnięte w kamieniu. Cały czas poszukujemy bardzo rzadkich fotografii żydowskich mieszkańców Grybowa i okolic. Te, które ocalały, to jedynie namiastka, okruch, strzęp, dlatego każde z nich to bezcenna nić łącząca nas z zamordowanym światem każdej z tych rodzin. Dlatego po odzyskaniu świadomości ich istnienia i ich imion dla zbiorowej pamięci grybowian podjęliśmy kolejną akcję – tym razem odzyskania dla pamięci ich twarzy – stąd zaproszenie artysty tworzącego murale, Arkadiusza Andrejkowa, do Grybowa. Stąd mural z Manią i Ido przy ul. Węgierskiej, z rodziną Gottlobów i Kapnerów obok zrujnowanej synagogi. Kolejnym etapem będzie odzyskanie historii, kawałków ich życia, odtworzenie relacji. To już się dzieje, szkiełko po szkiełku, jak z rozbitych fragmentów wydobywamy obraz dawnej, zamordowanej społeczności, publikując na naszych stronach. Chcemy, by dopełnieniem była publikacja papierowej „Księgi Pamięci”.

Dziś przypominamy los Mani i Ido Riegelhauptów, publikując po raz pierwszy fotografię dzieci z ich ciotką Feigą (w środku), która jako jedna z bardzo niewielkiego grona ok. 5 osób wyjechała z Grybowa do Brytyjskiej Palestyny w 1935 r. Na zdjęciu widzimy też rodzeństwo Feigi, które zginęło – siostry Gitlę i Rachelę, braci Abrahama i Salomona (obydwaj byli fryzjerami, jak ich ojciec Leon Riegelhaupt). Fotografię wykonano około 1933 roku, sądząc po wieku dzieci. W chwili śmierci, w 1942 r. – miały 13 lat – Ido-Jehuda, oraz 15 lat – Mania-Mariem. Po wojnie ciotka Feiga, która zachowała rodzinne fotografie w swoim albumie, szukała dzieci brata, Majera, przez 60 lat, do śmierci w 2005 r. Bezskutecznie.

Dziś znamy ich imiona, a ich twarze znów widzimy na ulicach Grybowa. Nie zwrócimy im życia, ale możemy uczyć i przypominać, do jakich tragedii prowadzi nienawiść, niszczenie podstaw państwa prawa i wprowadzanie podziałów między ludźmi różnych grup społecznych. Naszym projektem murali, niezależnie od różnie definiowanych podziałów – religijnych, kulturowych, klasowych, mentalnościowych – łączymy wszystkich grybowian.

_______


Manya and Ido. Two of more than 500 children, who were forced to live in Grybow ghetto – without legal permission to leave the administrative boundaries of the town under threat of death. Such a group of children would fill a full sports court. Kids in different age – from the newborns kept in their mothers’ arms, up to young men and girls dreaming to leave their houses and enjoy al what world offers them – and then as if they all disappeared.

Indeed, they ‘disappeared’ from Grybow in just one day – August 20th 1942. If they did not stick to their elder or sick parents or grandparents, and were not transported by three trucks to nearby village Biała Niżna, to be shot upon the death pits, otherwise they had to march 25 km, in deadly August heat, to Nowy Sacz. Were the children carried in the arms of their parents? Or did they stay in baby carriages, or were taken horse wagons? This is hard and painful to imagine. Some of them could had been shot along the way, there are also testimonies that some families took poison to end their life with less suffering. Next three full days the terrified children spent in Nowy Sacz, packed in the streets or upon the banks of Dunajec river in the open air. After those few days they were transported with three trains from Nowy Sacz to Bełżec death across Grybow. What did they feel, those children, their parents, grandparents, seeing their hometown that one last time, through the narrow cracks and tiny wired windows of the cattle cars?

We can only remain silent, or read a poem by Polish Nobel prize writer Wislawa Szymborska

‘In the cars tightly sealed

The names are transported

Where they are carried

Will they be unloaded

Don’t ask, I can’t tell, I don’t know.

The name Nathan is punching the walls

The name Isaac is singing like insane

The name Sara calls for the water

For the name Aaron, which dies of thirst.’

Today, after nine years of research and contacting those few Survivors, after passing the collected list of over 1770 names to the “People not numbers” project, in which we participated as grybowers, and which was developed thanks to a common effort of many people of good will – we know their names – they were engraved in stone. All those years we also collected and still try to locate their photographs, very rare remaining pictures of the faces of Jewish inhabitants of Grybow and surroundings. Those which survived and just scrambles, and each one is like a thin thread that connects us with the world that was murdered. That is why, after recovering their existence and their names to the public consciousness, we undertook another action – this time to bring back their faces and recover them for the people who walk along the streets every day. This is why we invited a street art artist Arkadiusz Andrejkow to Grybow. This is the source of the idea to paint mural with Manya and Ido in Wegierska St. and the Gottlob and Kapner families in Kilinski St. The next phase, already started with our online publications, will be to uncover the discovered stories of their lives, in a Memorial Book, also in a paper form, which may take a couple of years.

Today we recall the lives of Manya and Ido Riegelhaupts, publishing for the first time a photo with both children with their auntie Feiga – who as one of only few, about 5 from Grybow, lucky people emigrated to British Palestine in 1935. In the photo we can see also siblings of Feiga, who were killed in the Shoah – sisters Gitla and Rachela, and brothers Abraham and Salomon (both two men were local haidressers, same as their father Leon Riegelhaupt). The photo can be dated to about 1933, considering the age of the children. In 1942 they were 15 – Manya-Miriam - and 13 – Ido-Jehuda. After the war their aunt, Feiga, who preserved the photographs in her album, looked for the children for 60 years, till the end of her life in 2005. With no success. Today we know their names, and their faces we can see again in the streets of Grybow. We cannot bring them back their lives, but we can educate and reiterate, what can be the results of hatred, distorting the rule of law, divisive acts of turning parts of societies against each other. With our mural project we get across the divisive borders that can be drawn in many ways – religion, race, culture, mentality – we aim to re-connect all people of Grybow, our common hometown.


Arch. fot. - Esther Gilboa, fot. i oprac. Kamil Kmak

Ostatnie posty
Archiwum