top of page

"Powietrze, które śmieje się, krzyczy i rośnie" - o rodzinie Friedmanów i o ciężarze milczenia

  • Kamil Kmak
  • 1 dzień temu
  • 10 minut(y) czytania

Dom w tylnej uliczce jest ponadprzeciętnych rozmiarów, jak na tę stronę miasta. Wysoki parter, schody z balustradą, ozdobny szczyt. Osobne mieszkania na dole i na piętrze.

- Na strych nie wchodź. Po prostu nie.

- Nie pytaj już.


W kredensie u ciotki szklany żołnierzyk, salaterki z poziomkami z niebieskiego i zielonego szkła. Nie wolno ich dotykać.


Z poszewek wypruwała haftowane inicjały, ale przeoczyła kilka serwetek. Zawijasy układają się w ozdobne A i R. A może A i F?


Zazwyczaj milczała. Bardzo rzadko, mimowolnie, z warg wypadały urywane strzępy pamięci, podnosiły je dziecięce uszy.


Na dole mieszkał mecenas z żoną. Jego zabrali wcześniej. Mieli małą dziewczynkę. Od czasu do czasu zostawiali córkę pod opieką u niej na piętrze.


Dzieci w uliczce bawiły się razem. Tylko czasem łobuzeria robiła sobie psikusy, tych małych Żydków „chrzcili” w stawie w parku, kota mecenasowej pomalowali olejną farbą.


A później, jak już ich Niemcy zabierali – czy otruli się tutaj, w domu?

I co było w tej walizce, za którą zbiło ją gestapo?

– Nie pytaj już.



Tam, gdzie dziś apteka przy głównej ulicy, okrutnie ją zbili, zmarnowali zdrowie na długie lata. Nie wyszła za mąż. W Ośrodku Zdrowia, gdzie zaczęła pracę, dbała o życie i zdrowie innych.

Zmarła wiele lat później. Zmarli też jej brat Gustaw i jego żona Zofia, mieszkający w tej samej kamienicy. Wśród pozostawionych przez nich kilku sprzętów, w jednej z szuflad było pudełko i miniaturowy notesik.


„Mały Raptularzyk na rok 1938”.

Na okładce ledwie widoczne, ale pod opuszkami palców dobrze wyczuwalne, wgłębione litery. „ZORIA” Skład Apteczny, ul. Sebastiana 9-11, Kraków.

W pudełku, obok medalików po dziadkach: dwie obrączki. Jedna przerwana. Pierścionek z maleńkim opalem, para kolczyków.


Zapiski w miniaturowym, lekkim jak piórko dzienniczku, które wprawiają ręce w drżenie – za każdym razem.


Zielony atrament rozpłynął się, szybkie i drobne, ale estetyczne pismo w języku polskim, czyta się z trudem, jak przez mgłę.

Pierwszy wpis, 4. stycznia: „11 kg 300 g”. Dzień później: „20 stopni mrozu” i dalej nieczytelne.

13. stycznia: „Diadiu (Dziadziu), cycy (cytryna)”.

22. stycznia: „Dunia (Dziunia), nie-mam, co, to, muma (moja), babo (balon), buba (buzia)”.

23. stycznia: „Wyszedł na górze 3ci ząbek od środka z lewej strony”.

28. stycznia: „Trzeci ząbek górny z prawej, lekki katarek”.


Z Anią M. poznaliśmy się dopiero rok temu, w Białej Niżnej, tuż przed uroczystością, którą co roku organizujemy przy masowej mogile Żydów grybowskich 20. sierpnia, by podtrzymywać pamięć o 1/3 Grybowian, którzy byli ofiarami „Aktion Reinhardt” w 1942 r.

Wspomniała o otoczonych milczeniem przedmiotach, które w ich domu pozostawiła żydowska rodzina, o inicjałach na serwetkach, które ocalały od wyprucia, i o dzienniczku wypełnionym drobnym pismem.


Wymieniliśmy kilkanaście wiadomości, umówiliśmy się na pilne spotkanie. Choć zaginęły mapy Grybowa lub dokumenty, które łączyłyby przedwojenną numerację domów z powojenną, to wiedziałem, że znajdziemy tę rodzinę. Musimy. Nie było to bardzo trudne. W rejestrze wyborców z 1935 r. znalazłem pradziadków Ani, Józefa i Karolinę. Mając już adres – numer domu – wyszukałem kartę z ksiąg „Rejestru Mieszkańców”, a pod nim, wśród innych lokatorów: pracowników sądu, kolejarzy, urzędników (sąd znajdował się po przeciwległej stronie parku, a dworzec kolejowy rzut kamieniem w drugą stronę), również rodzinę, w której inicjały zgadzały się z literami wyhaftowanymi na serwetkach.



Mgr Bronisław Friedman, syn Emanuela i Zofii, ur. 4 sierpnia 1900 r. w Kurzanach k. Brzeżan. Adwokat, wyznanie mojżeszowe, żonaty z Alfredą. Zamieszkał w Grybowie w 1933 r.

W rubryce „Następne miejsce zamieszkania (w razie śmierci pisać: Zmarł)” – wpis o treści: „Zmarł w obozie koncentracyjnym (Oświęcim)”, z datą „1940”. Posłuszny urzędnik złagodził sposób śmierci.


Alfreda Friedman z d. Reichstein, córka Majera i Róży z d. Spirer, ur. 10 września 1910 r. w Przewłoce

k. Buczacza. Na utrzymaniu męża, wyznanie mojżeszowe, żona Bronisława.


Anita Friedman, córka Bronisława i Alfredy, ur. 1 sierpnia 1936 r. w Krakowie. Na utrzymaniu ojca, wyznanie mojżeszowe, panna.


Przy matce i córce w rubryce „Następne miejsce” itd. – brak wpisu, ale imiona i nazwiska są przekreślone, jak przy większości ofiar sierpnia 1942 r.


Momentalnie przypominam sobie spotkania z śp. Barbarą Młott-Mąkosą w jej mieszkaniu we Wrocławiu. Nauczycielka historii we wrocławskim XII LO, która przez dziesiątki lat prywatnie pielęgnowała pamięć o swoich żydowskich koleżankach, udzieliła mi wywiadów w 2014 roku. Spisałem je i zredagowałem w późniejszych latach, znajdują się na stronie „Sagi Grybów”, a fragmenty w czasie akcji „Ludzie, nie liczby” publikował „Tygodnik Powszechny”.


Chociaż mieszkała po drugiej stronie miasteczka, doszły do niej wiadomości o Alfredzie i Anicie, których nie wymienia z nazwiska.


„Adwokat Friedmann - jedna córka, żona elegantka, krakowianka. W okresie okupacji zaraz na wstępie z Krakowa przyjechała jej siostra z mężem lekarzem i córką. Tuż przed Sączem, kiedy inni szli w przedostatnią swoją drogę, podobno zażyli truciznę.”

I jeszcze:

„Mój brat to wszystko widział, ukrył się w zbożu przy drodze do Sącza za Figurką. Na ganku gimnazjum w rynku grał patefon przez głośnik, a oni - z tobołami, wózkami, konwojowani w tym upale szli do Nowego Sącza 21 kilometrów. […]

Przed Nowym Sączem kilkoro zażyło cyjanek. Najpierw córki, potem matki, na końcu mężczyźni. Chyba zdawali sobie sprawę, niektórzy myśleli, że na Ukrainie będą pracować, ci wierzący mówili, że to koniec.”



Sierpień 2025, jesteśmy u Ani M. Opowiada o znalezieniu dzienniczka, gdy była nastolatką, o serwetkach, o relacjach krewnych. Choć jesteśmy sami w kuchni, ścisza głos, mówi prawie szeptem. Zdania same się rwą. Czytamy zielone, rozmyte wpisy przez szkło powiększające.


4. lutego: „Anusia – chodź, buty, cycy (cytryna). Wychodzi ząbek z dołu”.

5. lutego: „Przyjazd Rodziców”.

7. lutego: „11 kg 120 g”.

8. lutego: „Wyjazd do Krynicy, trwała ondulacja”.

9. lutego: „five w Zdrojowym”. 10.: „bal w Patrji, rewja mody i Zacisze”. 11.: „five w Zdrojowym”. 12.: „wieczór w Zdrojowym, Fleischer: Cichy Kącik”. 13.: „kino: «Statek Niewolników» Wallace Beery”. 14.: „five w Patrji”. 16.: „five w

Patrji”. 17.: „Przyjazd Bronka”. 18.: „five w Zdrojowym, rano Złoty Róg”. 19.: „Złoty Róg, five Patria”. 21.: „Kino z Martą Eggert «Ubóstwiana»”.


22 lutego: „Powrót do Grybowa. Anusia: spać – jeść – chodź – dość – już – i wszystko powtarza”.

26. lutego: „Zabawa w Sokole”

28. lutego: „Śledź w Kasynie, nie byliśmy. Anusia 38-39 st. Całą noc płakała – idą ząbki”.

2. marca: „37 st.”. 3 marca: „Normalna temperatura, ale mniejszy apetyt”.

29. marca: „Wyjazd do Krakowa. Pola i Lila”.


„Przegląd gospodarczy” w „Albumie Skorowidzu Senatu i Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej oraz Sejmu Śląskiego. Kadencja 1935-1940” niespodziewanie obszernie opisuje krakowski Skład Apteczny „Zoria”.

Jego emblemat odciśnięty jest na „Raptularzyku” Alfredy.


„Dnia 22 marca 1922 rozpoczęła swoje istnienie firma «ZORIA», Składnica apteczna Spółka z ogr. odp. w Krakowie, przy ul. Św. Sebastiana L. 9/11. Tel. 144-15, biorąc swą nazwę od początkowych liter spólników:

Zachariasa Władysława

Oświęcimskiego Tadeusza

Reichsteina Manfreda

Immerglücka Romana

Aleksandrowicza Pawła.


[…] Firma rozpoczęła swoją działalność w bardzo skromnych warunkach, zajmując zaledwie trzy ubikacje, a przyjąwszy tylko dwóch pracowników i spólnicy poza objętemi przez siebie działami, brali z całem zaparciem czynny udział w każdej, nawet ciężkiej pracy, związanej z bytowaniem firmy. Spólnicy postawili sobie za zadanie rozwój skromnej placówki pracy na drodze bezwzględnej uczciwości, rzetelności i solidności, co pomogło jej do przetrwania ciężkiego okresu dewaluacji, następnie okresu masowych wokoło bankructw. […]


Wówczas już firma «ZORIA», dobiegając trzynastolecia swego istnienia, doszła do kapitału zakładowego zł. 200.000 w całości wpłaconego, stopniowo zajęła cały kilkunastoubikacjowy budynek, oraz dała pracę 14-tu pracownikom fizycznym i 13-tu pracownikom umysłowym. W międzyczasie zakupiła firma parterowy budynek w Krakowie przy ul. Krótkiej L. 4, używając go, jako magazynu zapasowego.


Obecnie nie ma niemal jednej apteki w Małopolsce Zachodniej, któraby nie była stałym odbiorcą firmy «ZORIA», przyczem liczne apteki ze Śląska, b. Kongresówki i Małopolski

Wschodniej nawiązują stałe stosunki handlowe z wymienioną firmą, która rzetelną pod każdym względem pracą, zdobyła sobie w świecie aptekarskim powszechne zaufanie i zajęła poważne wśród hurtowni polskich stanowisko.”


Znajdując w prasie z 1903 roku („Słowo Polskie” nr 149) ogłoszenie

o zaręczynach:

„Róża Spirer – Buczacz. Manfred Reichstein – Przewłoka.

Zaręczeni”,

upewniłem się, że Majer Reichstein, ojciec Alfredy i teść Bronisława według grybowskiego „Rejestru Mieszkańców”, jest tożsamy z Manfredem Reichsteinem, współwłaścicielem krakowskiej „Zorii”.


Manfred Reichstein znajduje się też wśród darczyńców Szpitala Gminy Żydowskiej w Krakowie.

Mieszkał na ulicy Starowiślnej. Lubił przebywać w Zakopanem – prasa donosiła o jego pobytach w tamtejszych hotelach.


Możemy zacząć przypuszczać, że posag jego córki Alfredy pozwolił na wystawienie piętrowego domu na parceli listonosza Maciaszka w Grybowie. Wcześniej stał tam starszy, drewniany dom, podobny do okolicznych.


Niemiecki dokument z czerwca 1941 r. mówi o pobycie Manfreda Reichsteina w Grybowie, pod tym samym adresem, co Alfreda. Najwyraźniej przyjechał do córki, gdy już straciła męża.

W listopadzie dołączyła do nich jeszcze siostra, Ewa Wiener.


Dokument podpisany przez szefa Rady Żydowskiej Szymona Baldingera wprost wspomina:

„W wykonaniu polecenia z dnia 13 listopada 1941, Nr 27/53/41 Rada Żydowska w Grybowie podaje poniżej wykaz osób, które w ostatnim czasie wróciły do Grybowa względnie przyjechały do Grybowa z dystryktu Galizien oraz innych:

[…] 16. Ewa Wiener, mieszkała przed wojną w Krakowie z rodzicami Reichsteinami, którzy obecnie mieszka [sic] w Grybowie z rodziną.”

Niejasny zapis z gramatycznym błędem nie pozwala wskazać, czy również Róża, matka Alfredy i Ewy, czy tylko ojciec zamieszkał w Grybowie.

1. kwietnia: „«Wzgardzona». Barbara Stanwyck, John Boles”. 2. kwietnia: „five w Feniksie”. 3. kwietnia: „five w Cyganerii”. 4. kwietnia „«Lekarz pięknych kobiet». Loretta Young, Warner Baxter”. […] 7. Kwietnia: „«Pani Walewska». Greta Garbo i Charles Boyer”.

8. kwietnia: „Powrót z Krakowa”.


10. kwietnia: „Mówi wszystko. Nie wymawia: k, g, r. Katarek i kaszle. 11 kg 470 g.”

24. kwietnia: „Plosię dać Anusi kwiaty. Wszędzie zrywa kwiatki i każdego prosi”.

21. maja: „Wlazł kotek…”

22. maja: „Kocham sercem i duszą mówi: do Ciebie [nieczytelne]”.

[…] 14 lipca: „Autem Bronka w Gorlicach w cyrku Staniewskich.”

24 lipca: „Bij muchę, ugryzła Anusię. Pocałuj A. – ma ziazia. Ciocia Pola pojechała tam daleko do Łałowa”

Opracowanie Aleksandry Bańkowskiej z Instytutu Historii PAN z 2018 roku pt. „Instytucje i placówki żydowskiej opieki społecznej w Generalnym Gubernatorstwie w latach 1939-1944: baza danych” drobiazgowo zbiera i indeksuje archiwalne informacje o Żydowskiej Samopomocy Społecznej z czasu niemieckiej okupacji i grybowskiego getta. O stacji dożywiania dzieci, kuchni ludowej, o pomocy lekarskiej udzielanej potrzebującym, cierpiącym w getcie Żydom grybowskim i przesiedlonym do Grybowa.


Wśród imion i nazwisk Żydówek i Żydów, którzy - sami znajdując się w tragicznych okolicznościach - pełnili służbę najbardziej potrzebującym, oprócz znanych, których ocalałych potomków i krewnych gościmy czasem w Grybowie: Pauli Besenowej, Sary Landau, Estery Riegelhaupt, tutaj znajdujemy również Polę Friedmanową i dra Maurycego Friedmana.


Ona opisana jest jako „pomocnica ambulatorium”, on jako „kierownik ambulatorium TOZ” (Towarzystwa Ochrony Zdrowia Ludności Żydowskiej) i „lekarz Rady Żydowskiej”.


Maurycy, urodzony w 1897 r. w Brzeżanach – trzy lata przed Bronisławem – to być może brat adwokata, o którym wspominała P. Barbara Młott-Mąkosa. Pola – urodzona w 1908 r. w Buczaczu, dwa lata starsza od Alfredy i niemal jej sąsiadka (jak mówi geografia Podola, dawnych ziem wschodnich Rzeczpospolitej Polskiej, dziś zachodniej Ukrainy). Domyślamy się, że to ciocia Pola, wymieniona parę razy w „raptularzyku” Alfredy z 1938 r.


Znów powracają słowa P. Młott:

„W okresie okupacji zaraz na wstępie z Krakowa przyjechała jej siostra z mężem lekarzem i córką.”

Zatem nie siostra Alfredy z mężem lekarzem, ale brat jej męża, lekarz, z żoną.

Przekaz o truciźnie pokrywa się w relacji P. Barbary i w rodzinie Ani M.


6. sierpnia: „Autem w Krynicy. Five w Patrji, wieczór w Zdrojowym”. 15. Sierpnia „Wyjazd B.”. 30. sierpnia: „Operetka wileńska «Miłość cygańska» z Kulczycką”. 1. Września: „«Korsarze» z Franciszką Gaal”. 3. Września: „Muszyna i Żegiestów”.

9. września: „Wyszły na dole dwa ząbki”. 20. września: „Wyjazd do Krakowa”. 21. września: „five w Cyganerii”. 28. września: „Casanova «Macro Polo»”. Wiele nieczytelnych wpisów. 5. października: „«Ten, którego ukochałam»”. 9. października: „Powrót z Krakowa”.


Wyszukiwarka ofiar na stronie Muzeum Auschwitz nie odnajduje Bronisława Friedmana. Ale w serwisie "Straty" IPN pokazuje się informacja, że w Archiwum IPN, w „Indeksie nazwisk do zespołu akt Najwyższego Trybunału Narodowego - proces J. Bühlera” jest imię i nazwisko: Bronisław Friedman. Adwokat; adnotacja „Grybów – Nowy Sącz – Kraków, zamordowany w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu (niem. Auschwitz) w 1940 r.”

Potwierdza informację z grybowskiego „Rejestru”.


Nieco o Bronisławie znajdujemy w cyfrowych archiwach przedwojennej prasy i bibliotekach.

W latach 20. XX w. „Towarzystwo dla opieki nad sierotami żydowskimi” w Brzeżanach urządziło „Dom sierot żydowskich”. Sekretarzem towarzystwa był Dr Stanisław Friedman, a „wielkie zasługi około dobra zakładu położyli: mgr iur. Bronisław Friedman” i inni, o czym donosi zachowana krajoznawcza księga „Brzeżany 1530-1930”.


Bronisław w 1927 r. ukończył Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie, o czym wspomina grybowski rejestr wyborców do senatu Rzeczypospolitej z połowy lat 30.


Nadal zagadką pozostaje jak znalazł się z poślubioną Alfredą w Grybowie i jak poznał rodzinę tutejszego listonosza – czy przez własne kontakty prawnicze, czy przez kontakty apteczne Manfreda?


Na rok przed zamieszkaniem w Grybowie wystawił ogłoszenie w prasie („Nowy Dziennik” nr 228/1932): „Koncypient z substytucją i praktyką prowincjonalną przyjmie posadę. Mgr. Bronisław Friedman, Brzeżany.”


Po zamieszkaniu w Grybowie w 1933 r. tu również działa społecznie i udziela się w ruchach dążących do powrotu Żydów do Erec, Ziemi Izraela.


„Kronika Grybowska. Z działalności Żydowskiego Funduszu Narodowego. […] Komisją kieruje sprawnie i sprężyście adwokat B. Friedman.” („ND” nr 272/1934)

„Diwrej Akiba”, pismo ruchu „Agudat Hanoar Haiwri” z lutego 1935 zamieszcza ogłoszenie i wezwanie:

„Mgr. Bronisław Friedman (Grybów) składa zł. 10. – i wzywa do złożenia odpowiedniej kwoty: Dr. Rafała Lemkina (Warszawa), Red. Henryka Heschelera (Lwów), prof. M. Blecha (Gorlice), p. Emila Kolma (Grybów) [chodziło zapewne o sąsiada, Emila Kohna], Dr. W. Bildera (Nowy Sącz), Dr. Stanisława Friedmana (Brzeżany), Komitet Lokalny Organizacji Sjonistycznej w Nowym Sączu, Komitet Lokalny Organizacji Sjonistycznej w Grybowie.”


Rafał Lemkin – domniemany znajomy (może tylko korespondencyjny?) Bronisława – czy to ten sam Lemkin, polsko-żydowski prawnik, który zasłynął włączeniem do prawa międzynarodowego pojęcia „ludobójstwa”?

Ukończyli ten sam wydział prawa UJK we Lwowie.


Ostatnich kilka wpisów w „Raptularzyku” Alfredy, w połowie czytelnych, między wieloma zupełnie nieczytelnymi:

13. października: „Czas w nocy […]”.

19. października: „Ostrzygłam […]”.

5. listopada: „Wyszedł Anusi przed[ostatni?] ząbek trzonowy”.

27. listopada: „Powrót do Grybowa”.

11. grudnia: „Wyjazd […]”

18. grudnia: „Przyjazd […]”

Wracamy do pamiątek po Friedmanach w sierpniu 2026.


W Yad Vashem są wpisy krewnego Anny Izy Finkenthal, ocalałej Grybowianki i sąsiadki Friedmanów; Alfreda w nich to Frieda, a Bronisław – Abraham. Inicjały A i F na serwetkach, ocalałe od wyprucia, mogą pochodzić od tych żydowskich wersji ich imion, a może w całości od Alfredy Friedman.


Przefiltrowane przez pamięć kolejnego pokolenia, tuż przed naszym spotkaniem dociera wspomnienie od cioci z Anglii:

- Alfreda prosiła ciotkę W., żeby Anusię przechować.


Okazało się to niemożliwe.


Nagle też znalazły się, chociaż niewiele już było nadziei, fotografie. Spotykamy się ponownie, żeby wśród nich rozpoznać twarze, spróbować znaleźć tropy, a może wyjaśnienia.


Pomiędzy warstwami rozsypanych rodzinnych fotografii jest jedno (choć według cioci było takich więcej) opisane na odwrocie: „Czerwiec 1935” ołówkiem i „Friedman adwokat z żoną” długopisem i poniżej „Fridman”.


To Alfreda i Bronisław w tańcu, może w Krynicy, na rok przed urodzeniem Anity. Teraz patrzą „nam” w oczy, choć przez tyle lat wydawało się, że pozostały tylko przedmioty i notatki.




Jest też zdjęcie wielkości znaczka pocztowego, z małą dziewczynką w ozdobnym ubranku, na tle domu, w którym mieszkały obie rodziny. Nieopisane.



Dziadek Gustaw po wojnie został kolejarzem. Jeden ze starszych kolegów z pracy, ze Stróż, opowiedział, że rozpoznał ciała Friedmanów. Musiało to być w Nowym Sączu.


„Przed Nowym Sączem kilkoro zażyło cyjanek. Najpierw córki, potem matki, na końcu mężczyźni.”


Pustka i milczenie mogą być cięższe niż ołów.


Jeśli fotografie, przedmioty, pamiątki pochodzą od ocalałych i ich potomków, jest łatwiej. Jeśli nikt nie przeżył, a zostały tylko one – cisza wokół przygniata.


Za przechowanie i wspólne zebranie skrawków pamięci o Alfredzie i Bronisławie Friedmanach, o ich córce Anicie, która zginęła w Zagładzie w wieku 6 lat, dziękuję Ani Mordarskiej-Gryzło.


Cześć Ich pamięci.

Kamil Kmak, sierpień 2026


Fot. Arch. rodzinne. Fot. pamiątek i widok Grybowa – K.Kmak. Tytuł pochodzi z wiersza W. Szymborskiej „Obóz głodowy pod Jasłem”. Dokumenty pochodzą z Arch. Narodowego w Krakowie. Cytaty z „Raptularzyka na rok 1938” to odręczne pismo Alfredy Friedman, ofiary Zagłady w 1942 r.



Komentarze


Ostatnie posty
Archiwum

© 2025 stowarzyszenie Saga Grybów

bottom of page